Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
148 postów 1005 komentarzy

poszukiwania

Ewa Rembikowska - Spojrzenie na współczesność przez pryzmat historii mojej wielkopolskiej rodziny.

Wstrząsający wywiad

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

W Warszawie nawet księga wieczysta nie chroni właściciela od utraty nieruchomości. Rozmowa z panią Ewą Andruszkiewicz

 Rozmowa z Ewą Andruszkiewicz – emerytowaną dziennikarką. Zajmowała się reportażem społecznym w nieistniejącym już „Słowie Powszechnym”, „Rzeczpospolitej”, polskiej edycji „Elle”. Fascynuje się życiem zwierząt, wiedzę o nich upowszechniała w „Super Expressie” i „Focusie”. Od 2005 roku nie jest w stanie myśleć o niczym innym niż reprywatyzacja, którą boleśnie odczuła na własnej skórze. Pisze książkę o tym, co przeżyły razem z Jolantą Brzeską i innymi osobami skupionymi wokół Warszawskiego Stowarzyszenia Lokatorów.

 

– Przypomnijmy Pani sprawę: w 2004 roku kamienica, w której Pani mieszkała, trafiła w ręce dawnego właściciela Jerzego Sułowskiego. Została Pani eksmitowana. Teraz mieszka Pani w domku w lesie kilkadziesiąt kilometrów od Warszawy. Ale na tym nie koniec – wytoczono Pani proces o odszkodowanie za zajmowanie lokalu w kamienicy bez stosownej umowy. Rzekomo jest Pani winna właścicielom tej kamienicy 100 tys. złotych. Wśród tych osób jest gwiazdeczka z TVN Małgorzata Ohme.
 
 
– Ewa Andruszkiewicz: Własność odzyskiwał Jerzy Sułowski w imieniu własnym oraz brata, który mieszka w Kanadzie. W tej chwili prowadzone jest dochodzenie w sprawie zwrotu. Na moją prośbę sprawdzała to już policja, ale nie chciano mi nic powiedzieć, poza tym, że były tam nieprawidłowości, ale uległy przedawnieniu. Nie wiem, jak to obecne władze potraktują – czy były przedawnienia w rozdawnictwie nieruchomości, czy też nie. Nie wiem, czy bratu pana Sułowskiego przysługiwało odszkodowanie w ramach umowy indemnizacyjnej (odszkodowawczej). Polska podpisała tę umowę z Kanadą w 1972 roku, to ostatnia umowa tego typu z wówczas podpisanych. Nie wiem, czy ten pan wyjechał z Polski do Kanady przed czy po 1972 roku – jeżeli po, to nic mu się już nie należało. W każdym razie ten człowiek udzielił pełnomocnictwa w sprawach nieruchomości swojemu bratu Jerzemu, mieszkającemu w Warszawie. Ten z kolei dał pełnomocnictwo „mecenasowi” Krzysztofowi Ćwiekowi. To człowiek dobrze znany w Warszawie z przejmowania nieruchomości, nie jest żadnym mecenasem, prowadzi agencję nieruchomości i handluje mieszkaniami. Ale w tej sprawie występował jako „mecenas”. Zresztą Ćwiek pojawił się również w sprawie odzyskiwania kamienicy na Nowym Świecie 24, ale wówczas w charakterze adwokata na sali sądowej.
 
 
– A kto występował przeciw Pani w sądzie?
– Był to człowiek dobrze znany w świecie warszawskiej reprywatyzacji. Przedstawiający się jako książę, mecenas Hubert Massalski – to on reprezentował powoda w sprawie. W październiku 2015 roku doprowadziłam do tego, że policja przesłuchała wreszcie mojego przeciwnika procesowego, Jerzego Sułowskiego. Okazało się, że on w ogóle nie wie, że mi wytaczał procesy, nie ma wobec mnie żadnych roszczeń, nic nie wie o mojej sytuacji. A w Garwolinie toczy się postępowanie egzekucyjne i jest wyznaczony termin licytacji mojego domku w lesie, do którego się przeprowadziłam, gdy wyrzucono mnie z mieszkania w Warszawie z wyrokiem o treści: eksmisja bez prawa do lokalu socjalnego. Z przesłuchania wynikało, że Sułowski właściwie nie zna swoich pełnomocników, być może znał Massalskiego. Policjanci źle go przesłuchiwali. Sułowski unikał spotkania ze mną. Znalazłam go wreszcie w szpitalu: miał przyjść na przesłuchanie, ale nie przyszedł. Policjant zadzwonił do jego żony, a ta mówi, że mąż leży po zawale na Oddziale Intensywnej Opieki Medycznej w szpitalu na Banacha. Nie wytrzymałam, pojechałam tam. I teraz najciekawsze: w 2005 roku byłam na kawie z człowiekiem, który przedstawił mi się jako Jerzy Sułowski. To człowiek, który sprzedał wszystkie odzyskane lokale w kamienicy, gdzie mieszkałam. Ale w szpitalu nie leżał ten sam człowiek.
 
 
– To nie był on?
– Nie, to była podstawiona osoba. Przedstawiłam policji rysopis. A pan Sułowski, ten prawdziwy, nie leżał wcale na OIOM-ie, lecz w Klinice Chorób Wewnętrznych Nadciśnienia Tętniczego i Angiologii. Wyglądał kwitnąco. Policja go później przesłuchała beze mnie, bo odpuściłam, przekazałam jedynie swoje pytania, które źle zadawali. Ale i tak wyszło, że on nie zna swoich pełnomocników, że nigdy nie był w notariacie, a powstało ponad dwadzieścia aktów notarialnych, w których pani notariusz pisze, że stawił się osobiście. Kto się stawił? Nie mam pojęcia – to wszystko jest nadal zagadką. Ale egzekucja komornicza mojego majątku trwa…
 
 
– Lokum, w którym mieszkała Pani w Warszawie, było w dyspozycji miasta.
– Tak. A przed wojną zostało sprzedane przez pierwotnego właściciela, zadłużonego w Banku Gospodarstwa Krajowego. Pod tym adresem odzyskano trzy mieszkania.
 
 
– Od razu podniesiono Pani czynsz?
– Tak, zresztą niezgodnie z prawem. Byłam jedyną osobą, która płaciła ten podniesiony czynsz. To nie było duże mieszkanie, niecałe 50 metrów kwadratowych. Nie należałam nigdy do ubogich. Całe życie byłam dziennikarką, pochodzę z dziennikarskiej rodziny. Mój mąż również był dziennikarzem, miał dobre zarobki jako kierownik działu w najpopularniejszym wówczas tytule prasowym. Kupienie tego mieszkania nie byłoby dla nas problemem. Ale nie dopięliśmy tej sprawy, brakowało a to czasu, a to jakichś dokumentów. Walka z handlarzami roszczeń i czyścicielami kamienic często dotyczyła ludzi ubogich, ledwo wiążących koniec z końcem, ale też z reguły uczciwych, którzy całe życie ciężko przepracowali. To były równocześnie osoby stare – byłam jedną z ostatnich, które podpisały umowę najmu w lokalach sprzed 1945 roku. Zdążyłam się zestarzeć do nowych wspaniałych czasów, a ci, którzy mieszkali w takich lokalach po 50–60 lat, byli jeszcze starsi ode mnie i zastało ich to w momencie, gdy nie mieli już żadnego wyjścia, żadnych perspektyw. Jeżeli sądy orzekały „eksmisję bez prawa do lokalu socjalnego” – tak jak było w przypadku Joli Brzeskiej, która miała niewielką emeryturę i bodajże o 40 złotych przekroczyła limit ustalony dla wrażliwego lokatora – to gdzie się taki człowiek mógł podziać? To po prostu był dramat dla wielu ludzi i sporo osób tego nie przeżyło. Miałam wewnętrzną pewność, że dzieje mi się straszna krzywda, na którą nie zasłużyłam, ale było mnie stać, żeby płacić podwyższony czynsz. Oni mi go jeszcze dwukrotnie podnosili – płaciłam. W związku z tym mieli problem – żeby wyrzucić, trzeba udowodnić, że dana osoba jest zadłużona.
 
 
– A chcieli Panią wyrzucić?
– Im nie zależało na moim czynszu. Chcieli mnie wygnać, zależało im na mieszkaniu. To kolejny skandal, za który odpowiadają nasi ustawodawcy. Otóż osoby odzyskujące budynki są zwolnione z wszystkich opłat. Gdy zwykły człowiek uzyskuje w wyniku spadkobrania jakąkolwiek nieruchomość, to jeśli ją sprzeda w ciągu pięciu lat kalendarzowych, płaci 19 proc. podatku. Oni byli z tego zwolnieni, ponieważ – zgodnie z logiką ustawodawcy – zachowana została ciągłość własności. Widzi pan, co się dzieje? Nie płacą podatku od spadku, nie płacili podatku od sprzedaży – wystarczy „odzyskać” wiele lokali, sprzedać je dalej – co za zysk! Zależało im, żeby jak najszybciej sprzedać te mieszkania. U mnie to były bardzo okazyjne transakcje: moje lokum zostało sprzedane za 250 tys. zł, choć było warte 400–450 tys. złotych. Inne mieszkanie, 110 metrów kwadratowych, sprzedali za 450 tys. zł. Tak niskich cen na rynku nie było – chodziło o to, żeby te lokale upłynnić. W ten sposób „uwiarygodniano” takie mieszkania – bo nawet jeżeli z daleka widać, że zostało ono kupione w złej wierze, to ten problem jakoś się rozmywa.
 
 
– A co z lokatorami z dwóch pozostałych mieszkań?
– Lokatorzy z mieszkania na górze to byli dziwni ludzie, którzy za punkt honoru stawiali sobie za nic nie płacić. Dobrze na tym wyszli, bo dostali od nowych właścicieli 60 tys. złotych, żeby tylko się wynieśli. Co do mieszkania na dole, to z nim się wiąże wręcz odwrotna, dramatyczna historia. Ojciec kobiety, która tam mieszkała, kupił je przed wojną od ówczesnego właściciela, Stefana Sułowskiego, ojczyma Jerzego Sułowskiego i jego kanadyjskiego brata. Ze względu na to, że na kamienicy ciążył dług, operacja została przeprowadzona „na lewo”, nie mogła zostać wpisana do hipoteki, gdyż rękę na pieniądzach od razu położyłby bank. Prawdopodobnie powstał jakiś akt notarialny, ponieważ nikt na gębę nie kupuje stu metrów mieszkania. Ta pani całe życie tam mieszkała przeświadczona, że jest u siebie. Nie wykupiła tego mieszkania po raz drugi. Mecenas Ćwiek od razu zabrał się za nią i jej męża: małżeństwo otrzymało ofertę, że jeśli się szybko wyprowadzi, to nowy właściciel nie podniesie czynszu i wypłaci im 75 tys. zł. Przystali na to. Ale ta kobieta tego nie przeżyła, umarła na serce, nie mogła uwierzyć, że to wszystko jest możliwe. Pamiętała, jak szła z matką, odprowadzały ojca, który jechał na dworzec z walizką pieniędzy.
 
 
– Czy szukała Pani wówczas wsparcia w instytucjach publicznych? Albo wśród ludzi, którzy mieli podobne problemy?
– Nie znałam wówczas takich osób. Z ruchem lokatorskim zetknęłam się dopiero w styczniu 2008 roku. Najpierw pisałam do prokuratur. Pierwsze zawiadomienie było o kradzieży księgi wieczystej z sądu w alei Solidarności – ale sprawa została umorzona. Gdy zapytałam, dlaczego, odpowiedziano mi, że nie jestem stroną w sprawie i nie przysługuje mi żadna odpowiedź. Nie znałam wtedy jeszcze swoich praw. Na dobre zaczęłam się tym wszystkim interesować właśnie w styczniu 2008 roku, gdy zjawił się w moim życiu książę mecenas Hubert Massalski, który zatelefonował pewnego ranka i przedstawił się jako pełnomocnik mojego ówczesnego sąsiada Piotra Porębskiego, fotografa celebrytów. Stwierdził, że podjął się mediacji między nami.
 
 
– A skąd ta gorąca potrzeba mediacji ze strony księcia mecenasa?
– Sprawdziłam już wcześniej w hipotece, jakie ruchy są wykonywane w obrębie tej nieruchomości. Odkryłam, że jest wpis w dziale trzecim – ktoś podpisał przedwstępny akt kupna-sprzedaży mojego mieszkania. Znajomy adwokat ustalił, że to mój sąsiad podpisał ten akt notarialny. Gdy zadzwonił Massalski, powiedziałam, że nie wyświetlił mi się jego numer, poprosiłam o podyktowanie go, powtórzenie imienia i nazwiska. Dużą część pracy zawodowej poświęciłam na pisanie reportaży interwencyjnych – od razu siadłam do komputera i zaczęłam wyszukiwać informacje na temat mecenasa. Wtedy znalazłam opis próby włamania do mieszkania Joli Brzeskiej. Gdy zobaczyłam adres, Nabielaka 9, to wpadłam w panikę i bez śniadania tam pobiegłam, żeby powiedzieć, że mam do czynienia z tymi samymi ludźmi. Joli, której wtedy jeszcze nie znałam, nie było. Ale drzwi faktycznie zostały opalone. W końcu znalazłam numer telefonu stacjonarnego do niej, przechodziła wtedy ciężki czas, to było zaraz po śmierci jej męża, Kazimierza. I to Jola zaprosiła mnie na spotkanie ruchu lokatorskiego. Wówczas ja także byłam już sama, mój mąż zmarł wcześniej na raka mózgu. Sądzę, że cała ta sytuacja też się do tego przyczyniła, to był szok dla mężczyzny w wieku przedemerytalnym, całe życie ciężko pracującego, że nie zagwarantował swojej rodzinie dachu nad głową.
 
 
– Zakładam, że nowi właściciele nie ustawali w wysiłkach, aby również Pani pozbyć się z mieszkania.
– Dowiedziałam się, że nie odprowadzili ani złotówki z opłat, które wnosiłam na poczet ogrzewania, wody itd. To mieszkanie było w ten sposób zadłużone na 6,5 tys. zł. Poszłam do administracji wyjaśnić tę sprawę i dowiedziałam się, że mecenas Massalski twierdzi, że nie płacę. Powiedziałam, że owszem, co miesiąc płacę tysiąc złotych. Byli w szoku, bo to była dwukrotność tego, co płaciła moja sąsiadka z dołu, która miała takie samo metrażowo mieszkanie i zdążyła je już wykupić. Dowiedziałam się przy okazji, że co roku mam ponad dwa tysiące złotych nadpłat za media. Także dlatego, że od czasu, gdy przyszedł do mnie mecenas Ćwiek i zamiast „dzień dobry” stwierdził: „Pani mieszka w cudzym mieszkaniu”, wolałam żyć w domku poza Warszawą. Poza tym coraz bardziej się bałam. W każdym razie napisałam do właściciela dwa listy z prośbą o rozliczenie mediów, począwszy od 2004 roku. Napisałam trzeci list z informacją, że jeżeli znów mnie zlekceważy, to uznam to za zgodę na samodzielne rozliczenie tych spraw. Przestałam płacić, w sumie trwało to cztery miesiące. Wtedy dostałam rozwiązanie umowy najmu od… mojego sąsiada, Piotra Porębskiego, który poczuł się w prawie, rozwiązał cudzą umowę najmu i wytoczył mi proces o eksmisję. Gdy się wyprowadzałam w 2010 roku, on nadal nie był właścicielem, a mimo to przyszedł z komornikiem odebrać mieszkanie, chociaż jasno zadeklarowałam, że klucze oddam dobrowolnie – właścicielowi, do rąk własnych, nikomu innemu. Ale komornik przyszedł z Porębskim, a ten – ze ślusarzem. Stałam z kluczami, a ślusarz zmieniał zamek.
 
 
– Wówczas miała już Pani kontakt z ruchem lokatorskim.
– Tak, w 2008 roku byłam na pierwszym spotkaniu wypędzonych lokatorów. Dowiedziałam się, że jest więcej osób, w których życiu zjawił się Hubert Massalski. To było Krakowskie Przedmieście 35, Dahlberga 5, Jola z Nabielaka 9. Później pojawili się jeszcze państwo Święciccy, którzy mieszkali na Francuskiej 30. Wcześniej Jola od Marka Mossakowskiego, który był bardzo blisko zaprzyjaźniony z Massalskim, dostała ofertę, że ten da jej mieszkanie na Otwockiej. Zaczęliśmy zbierać dane, zgromadziliśmy kilkanaście adresów. Próbowaliśmy zainteresować różne organy władzy. W kwietniu 2008 roku napisaliśmy do Prokuratury Okręgowej w Warszawie doniesienie o zorganizowanej grupie przestępczej, która w dziwny sposób wchodzi w posiadanie nieruchomości w stolicy i prześladuje mieszkańców. Prokuratura Okręgowa skierowała sprawę na Mokotów, policja przesłuchiwała mnie i Jolę. Gdy mieli wezwać kolejne osoby, dowiedzieli się, że Dahlberga to nie jest jednak Mokotów, ale Wola – i z przyjemnością to tam wysłali. Na Woli najpierw wysłano wezwania do wszystkich osób, które wskazaliśmy, ale nikt nie przyszedł, więc prokurator sprawę umorzył – wezwani nie potwierdzili, że są zorganizowaną grupą przestępczą…
 
 
– To zaskakujące.
– Wówczas złożyliśmy zażalenie na postanowienie prokuratury. Odbyła się sprawa, młodziutka pani sędzia po przesłuchaniu Joli Brzeskiej stwierdziła, że przestępstwo może dotyczyć mienia o tak dużej wartości, że sąd rejonowy nie jest władny, aby rozstrzygać o takiej skali przestępstwa i skierowała to do sądu okręgowego w Warszawie, też do wydziału karnego. Czekaliśmy rok, zanim sprawa się odbyła. W międzyczasie, w 2009 roku, udało się przesłuchać Jerzego Sułowskiego, Marka Mossakowskiego i Przemysława Jaszke. Sąd orzekł, że prokuratura miała rację, umarzając sprawę. Uzasadnienie było bardzo długie, sędzina dostała je przed wejściem na salę, popijała wodę i aż się krztusiła, gdy to czytała. Na koniec powiedziała nam: „proszę państwa, ci ludzie są fachowcami i mają na swoje usługi fachowców, wy też musicie zatrudnić fachowców, którzy wam pomogą”. Uważam, że gdyby prokuratura okręgowa w 2008 roku na serio zajęła się naszym doniesieniem, to Jola Brzeska by żyła. To jest moje oskarżenie – uważam, że są współwinni temu, co się stało.
 
 
– Cóż, z jednej strony inercja instytucji (to w wersji optymistycznej), z drugiej – przedsiębiorczy ludzie, którzy „mają odwagę się bogacić”.
– W pewnym momencie zaczęłam liczyć: jest pan Sułowski i ktoś, kto prawdopodobnie się pod niego podszywał, jest pan Ćwiek, jest pan Massalski, jest wynajęta do zarządzania moim mieszkaniem pani Grażyna Wójcik, która koło Joli Brzeskiej wynajmuje biuro, jakby pilnowała zdobyczy Mossakowskiego, jest pani notariusz, która firmuje dziwne umowy notarialne. Pan wybaczy: pierniczą się ze mną przez pięć lat, z upierdliwą staruszką-emerytką, i zarabiają 250 tysięcy na sprzedaży mieszkania? Po 50 tys. złotych na głowę? 10 tysięcy złotych rocznie na łebka? To co to jest za biznes? I wtedy przyszła mi myśl: oni mają jakiś inny interes w pozbywaniu się ludzi z przejętych domów. Niby odzyskali 1/3 nieruchomości, ale co z resztą? Co z mieszkaniami, które gmina sprzedała lokatorom? Przecież w myśl świętego prawa własności też powinny im się należeć. Zaczęłam pytać, czy przypadkiem nie dostają odszkodowań za te utracone na zawsze lokale, a jeśli tak, to w jakiej wysokości. Ludzie pukali się w głowy, że bzdury opowiadam.
 
 
– Dziś to już tajemnica poliszynela.
– Długo po tym, jak zamordowano Jolę Brzeską, zadzwoniła do mnie Małgorzata Zubik z lokalnej „Gazety Wyborczej”. Chciała opisać moją sprawę. Akurat trwał proces, który mi wytoczono o odszkodowanie za bezumowne zajmowanie lokalu (gdy sąsiad rozwiązał ze mną umowę, to przez jakiś czas zajmowałam to lokum bezumownie). Powiedziałam do niej: „Nie chcę, żeby pani o tym pisała, niech pani napisze o czymś innym. Przecież my jesteśmy świetną zasłoną dymną dla prawdziwego draństwa”. Ona zapytała: „O czym pani mówi?”. No i tłumaczyłam jej, że wypędzonym lokatorom zabierany jest dobytek – przecież w substancję mieszkaniową inwestowaliśmy latami. W tym mieszkaniu, w którym żyłam, wszystko było moje: instalacje, kable, kaloryfery, rury w ścianach, które montowałam, armatura łazienkowa. I nikt z nami tego nie rozlicza, bo mamy oddać mieszkanie w takim stanie, w jakim ono było, gdy zapadła decyzja zwrotowa. Mówiłam Zubik, że prawdziwy interes polega na odszkodowaniach. Nie uwierzyła niestety. Minęły dwa tygodnie. W „Stołecznej” ukazał się jej wywiad z mecenasem Janem Stachurą, który opowiadał, że był dekret Bieruta, że się należą odszkodowania, że są zwroty w naturze. Zubik go spytała, czy kiedyś odzyskał jakieś pieniądze za takie sprzedane mieszkania. A on mówi, że wyjął z takiej kamienicy kilkanaście milionów złotych. Podobnie skrywana była wiedza o umowach indemnizacyjnych (odszkodowawczych). Myśmy z Jolą Brzeską wiedziały o tym w 2009 roku dzięki młodym ludziom. Ich rodzice mieszkali w zwróconej kamienicy, więc wiedzieli, że przed wojną należała ona do osób, które wyjechały do Stanów Zjednoczonych. W pewnym momencie pojawili się osobnicy przedstawiający się jako następcy prawni – odkupili roszczenia. Nasi rozmówcy, zresztą pracownicy korporacji, zaczęli drążyć temat i na amerykańskich stronach rządowych znaleźli informacje o tym, że Polska podpisała ze Stanami Zjednoczonymi umowę indemnizacyjną. Pamiętam, że mieliśmy na ulicy Przemysłowej spotkania, które nazywały się Strona Społeczna. Przyszli ci młodzi ludzie i opowiedzieli nam o tym, mówili o ogromnych pieniądzach, które Polska wypłaciła w ramach odszkodowań indemnizacyjnych. Nie wiedziałyśmy, że z innymi krajami również podpisano takie umowy. Drążyłyśmy z Jolką temat, pisałyśmy pisma do władz. Ministerstwo Spraw Zagranicznych odpowiedziało, że nie ma żadnej wiedzy na ten temat. I tyle.
 
 
– To była cała wiedza, którą państwo polskie podzieliło się z wami na ten newralgiczny temat?
– W 2005 roku ustawą powołano do życia Prokuratorię Generalną, wzorowaną na tej przedwojennej, utworzonej przez Piłsudskiego. Jej zadaniem jest troska o interesy Skarbu Państwa. Pamiętam, że w tamtym czasie przeczytałam w „Rzeczpospolitej” wywiad z człowiekiem, który tworzył tę instytucję na nowo. Zaczęliśmy na ten temat rozmawiać w stowarzyszeniu, że może to właściwy adres, że może tam powinniśmy się udać. Mieliśmy przecież adresy kilkunastu nieruchomości odzyskanych przez tych samych ludzi. A skoro te nieruchomości są własnością Skarbu Państwa, to może Prokuratoria się tym zainteresuje. Któraś z nas była tam – nikt nie chciał rozmawiać.
 
 
– Dlaczego?
– Tłumaczono, że to podlega bezpośrednio Ministrowi Skarbu, którym był wtedy Aleksander Grad. Napisałyśmy z Jolką pismo do niego, z prośbą o skierowanie sprawy do Prokuratorii Generalnej jako instytucji, której urzędnicy mają status prokuratorów i badają wszelkie sprawy związane z interesami Skarbu Państwa. Minister Grad nie odpowiedział nam przez dwa miesiące, więc Piotr Ciszewski wysłał ponaglenie. I znów – cisza przez dwa miesiące. Piotr usiadł i napisał pismo do Grzegorza Schetyny, wówczas Ministra Spraw Wewnętrznych i Administracji. Dostaliśmy w dwa tygodnie odpowiedź, że minister Grad ustawowo ma 30 dni na udzielenie nam odpowiedzi. Dołączyliśmy to pismo od Schetyny i znów wysłaliśmy list do Grada. Do dziś nie dostaliśmy odpowiedzi. Mam podejrzenie, że nad tym wszystkim był rozłożony rządowy parasol ochronny, parasol politycznego establishmentu. A pod nim, co dziś już widać choćby z warszawskiej mapy reprywatyzacyjnej, było całe mnóstwo powiązanych ze sobą ludzi.
 
 
– Porozmawiajmy jeszcze o pierwszych latach stołecznego ruchu lokatorskiego. Jak je Pani wspomina?
– Rozmawiałam o tym niedawno z Janem Śpiewakiem. Mówiłam mu: wy wszyscy, którzy dziś zajmujecie się aferą reprywatyzacyjną, jesteście dziećmi Joli Brzeskiej. Na pewno ważnym momentem była próba włamania do mieszkania Brzeskich, podjęta przez Mossakowskiego i Massalskiego i ich bandę w lipcu 2007 roku. Kazimierz Brzeski, mąż Joli, bardzo to przeżył i postanowił coś z tym zrobić. Zaczął studiować przepisy dotyczące organizacji pozarządowych, żeby stworzyć stowarzyszenie, do którego mogliby przychodzić wypędzani lokatorzy. Poznał grupę anarchosyndykalistów i socjalistów, był w tym gronie Piotr Ciszewski, do dziś prezes Warszawskiego Stowarzyszenia Lokatorów, był tam Andrzej Smosarski. Kazimierz spostrzegł, że lokatorzy, którzy sami borykają się z bandytami wchodzącymi z buciorami do naszych domów i mówiącymi, że mieszkamy w cudzych mieszkaniach, nie mogą reprezentować swoich interesów. Także dlatego, że są niewiarygodni, gdy mówią o własnych problemach. Potrzebny był ktoś, kto sam nie ma podobnych kłopotów, ale widzi, że ludziom dzieje się straszna krzywda i jest gotów ich reprezentować. Tak powstało WSL, które zarejestrowało się w 2007 roku. Później zaczęły się tworzyć inne ruchy. Piotr Ikonowicz, który jest świetnym mówcą i ma za sobą przeszłość parlamentarną, otworzył Kancelarię Sprawiedliwości Społecznej. Później powstał Komitet Obrony Lokatorów, a po zabójstwie Joli włączył się Kolektyw Syrena, oni to strasznie przeżyli. Syrena w większym stopniu kładzie nacisk na problemy systemu polskiego mieszkalnictwa. Powiedzmy też sobie szczerze, choć bez żalu do nikogo: dużo ludzi przez te wszystkie lata przychodziło do ruchu lokatorskiego po doraźną pomoc – ale znikali, gdy ją otrzymali. Tym bardziej znikali, gdy jej nie otrzymywali.
 
 
– Pisaliście w tamtych latach do Rzecznika Praw Obywatela w sprawie wypędzonych lokatorów?
– O! Wymieniłam obszerną korespondencję jeszcze z Januszem Kochanowskim, tym RPO, który zginął w Smoleńsku. W końcu „wypowiedziałam mu pracę”, żeby broń boże nigdy nie występował w moim imieniu. A zaczęło się niewinnie. Napisałam do niego, podpierając się tym, że dzierżawcy mają prawo pierwokupu – chodzi o ochronę ich interesów. Uznałam, że sprawiedliwiej byłoby, gdybyśmy jako długoletni najemcy, wywiązujący się ze swoich zobowiązań, mieli to prawo. Rzecznik Kochanowski odpowiedział, powołując się na Konstytucję, że jest święte prawo własności i że to ograniczałoby prawa właścicieli do swobodnego dysponowania nieruchomością. Później była prof. Ewa Lipowicz, która rozpoczęła urzędowanie od złożenia deklaracji podczas zaprzysiężenia w Sejmie, że będzie chciała pomagać przede wszystkim ludziom starszym, którzy są źle traktowani przez polskie prawo i nie ma żadnego programu ich aktywizacji. Ja w to wszystko, jak idiotka, uwierzyłam. Śmialiśmy się później, że gdy przychodzi taki Mossakowski do naszych domów i mówi „wynocha z mojego mieszkania!”, to nie ma lepszego programu aktywizacji. Staruszki dostają takiego napędu… [śmiech]. Pisałam do prof. Lipowicz, gdy już mój wyrok o eksmisji był prawomocny. Dostawałam odpowiedzi, że absolutnie nic mi się nie należy, wszystko jest zgodnie z prawem. Pisałam o pomoc w kasacji mojego wyroku zarówno do RPO, jak i do ówczesnego prokuratora generalnego Andrzeja Seremeta, który odpowiedział mi, że nie są władni. Nieprawda, dwie osoby w Polsce mają takie uprawnienia: RPO i prokurator generalny. Odnoszę wrażenie, że Adam Bodnar jest pierwszym RPO, który w ogóle zainteresował się tą sprawą, ale ja już nie mam siły się do niego zwracać.
 
 
– To brak nadziei?
– Wie pan, jakie to są potężne emocje? A przecież nie dotyczą tylko mnie. Byłam eksmitowana jako samotna osoba. Mój syn mieszka w Anglii, przyjechał trochę wcześniej, pomógł mi likwidować to mieszkanie. Rozmontowywał coś w swoim pokoju, poszłam pakować rzeczy z kuchni, nagle poczułam, że u niego panuje wielka cisza. Poszłam tam – płakał przy biurku, drżały mu plecy. Powiedziałam mu: nie rozklejaj się, bierz młotek i łom, do roboty! A on, że całe jego życie jest w tym pokoju. To było strasznie smutne [milczenie]. Zadzwoniłam wtedy do Piotra Ikonowicza z pytaniem, czy pomoże: nigdy nie byłam eksmitowana, nie wiedziałam, jak to wygląda, nie wiedziałam, jak się zachowa komornik – sprawiał miłe wrażenie, ale nigdy nie wiadomo. Chciałam, żeby ktoś obok mnie był. Piotr zapytał, czy chcę blokady eksmisji. Powiedziałam, że absolutnie nie! Skoro mam eksmisję wyznaczoną na 15 września i zrobimy blokadę, to komornik przyjdzie za dwa tygodnie z ekipą antyterrorystyczną. Tylko koszty będę miała większe, bo jeszcze za tę brygadę będę musiała zapłacić. Piotr jednak nie znalazł czasu, ale był ze mną Janusz Baranek z WSL, któremu zawsze będę za to wdzięczna. Wiedziałam, że musi być ze mną jakiś facet i faktycznie, bronił mnie jak lew. Byłam przekonana o swojej niewinności, o tym, że jestem ofiarą oszustwa. Nie mogłam się załamać – musiałam dalej walczyć. Ale byliśmy całkowicie bezradni i nikt z reprezentantów państwa polskiego nam nie pomógł.
 
 
– Mam silne wrażenie, prowadząc tę rozmowę, że tym, co Panią odróżnia od wielu wyrzuconych lokatorów, jest zdolność opisania tej sprawy. I że to jest bardzo ważne, bo umożliwia Pani zabranie głosu, wyartykułowania swoich racji, nagłośnienie ich – dobitne, ale też bardzo racjonalne.
– …umiejętność pisania, to też bardzo ważne. Wczoraj ponownie rozmawiałam z kobietą, która dwa miesiące temu została zmuszona do opuszczenia kamienicy należącej przed wojną do państwa Pahlów. Witold Pahl to nowy wiceprezydent Warszawy. Hanna Gronkiewicz-Waltz, ogłaszając tę nominację, stwierdziła, że to człowiek, który nie ma nic wspólnego z reprywatyzacją, bo pochodzi z Gorzowa Wielkopolskiego. Dziesięć minut po tym, jak pani prezydent wystąpiła w telewizji, miałam telefon od kobiety, która mi mówi: „właśnie wyleciałam z kamienicy, która należała do rodziny Pahlów, oni pochodzili z Włocławka, to jest ta rodzina. Sama oddałam klucze do mieszkania, bo bałam się komornika”. Pytam ją, kto to odzyskał: Pahl? Spadkobiercy? Następcy prawni? Ona mówi, że nie wie. Poradziłam jej, żeby napisała do prokuratury, zgłosiła sprawę. Zmartwiła się, że nie umie tego napisać, zrezygnowała, choć obiecałam jej, że to zredaguję. Minęły dwa miesiące – nie napisała. Takich osób było i jest wiele. Wielu ludzi nie tylko nie umiało napisać listu do urzędników. Wstydzili się też komorników. Przecież dla zwykłego człowieka, który uczciwie się prowadzi całe życie, nie robi machlojek, nie żyje z przekrętów, wizyta komornika to wielki lęk. Ja się nie pierniczyłam. Pisałam do wszystkich: trzech prezydentów Polski – Kwaśniewskiego, Kaczyńskiego, Komorowskiego, trzech albo czterech ministrów sprawiedliwości. Napisałam do premiera Donalda Tuska, który mnie odesłał do Ministerstwa Pracy, żebym tam szukała pomocy społecznej. A ja już byłam na emeryturze i nie interesowało mnie ministerstwo pracy, a pomocy społecznej nigdy nie potrzebowałam i mam nadzieję, że nigdy nie będę potrzebowała.
 
 
– Ale i Panią ekipa od odzyskiwania kamienic wydrenowała z majątku…
– Mówiłam o komornikach i wstydzie. Wie pan, w jaki sposób odbierano nam godność? Między innymi przez generowanie strasznych długów – w różny sposób. Najczęściej prowadziło do nich rozwiązanie umowy najmu komunalnego: z kilkuset złotych czynsze rosły do trzech tysięcy. Mossakowski już w 2008 roku na Krakowskim Przedmieściu liczył sto złotych za metr kwadratowy w ramach czynszu. Poza tym to było tak obliczone, żeby nasze długi przechodziły na nasze dzieci i chyba nawet wnuki. Mój syn, który nigdy nie mieszkał u żadnych panów Sułowskich, był na wszystkich ogłoszeniach wyroków, bo odpowiada ze mną solidarnie za długi. Straszną o to prowadziłam wojnę: udowodniłam w sądzie, że to roszczenie, które mają wobec mnie – tj. odszkodowanie za bezumowne zajmowanie lokalu przez półtora roku, bo sąsiad, który nie był stroną mojej umowy, według sądu rozwiązał ją skutecznie – nie może obejmować mojego syna, który w 2006 roku na stałe wyjechał do Anglii: miałam na to dokumenty z jego uczelni, wyciągi bankowe, ponieważ dostał kredyt na studia, przyznawany osobom, które jakiś czas już tam przebywają. Lecz sąd stwierdził, że on, owszem, mieszkał w Anglii, ale na Dąbrowskiego 18 w Warszawie było centrum jego aktywności życiowej… To samo było przecież z córką Joli Brzeskiej. Mossakowski ciągał ją po sądach ze trzy lata po tym, jak zamordowano jej matkę; udowadniał, że ona jest mu winna bodajże 80 tys. złotych.
 
 
– Chodziła Pani na te jej procesy?
– Zasada była taka, że uczestniczymy nie tylko w swoich procesach, ale też w rozprawach innych osób. Po pierwsze po to, żeby dodawać sobie nawzajem otuchy, po drugie, żeby uczyć się obyczajów panujących na sali sądowej. Przecież myśmy nigdy w życiu nie chodzili po sądach. Nagle okazało się, że chodzimy tam jak do pracy. I trzecia rzecz: chodziliśmy tam, żeby patrzeć sądowi na ręce. Kiedyś sędzina spytała Jolę Brzeską: „Państwo się przyjaźnicie ze sobą, chyba się długo znacie?”. A Jolka jej na to, że nie, że poznaliśmy się, bo mamy wspólnych przeciwników. Coś jest na rzeczy – wiele przyjaźni powstało dzięki tym łajdakom.
 
 
– A jak się skończyła sprawa z długami i synem?
– Wspomniałam już, że pisałam sporo listów. No to napisałam do Anny Komorowskiej – rozpaczliwy list zdesperowanej matki. Trochę w stylu naiwnej idiotki: że od lat walczę z mafią, a to jest tak silna mafia, że nawet jej mąż nie dałby rady. Napisałam, że szukam zrozumienia u kobiety, która jest dla mnie ideałem Matki Polki. Że dopóki walczyłam sama, to walczyłam na własny rachunek. Ale teraz zabierają się za moje dziecko. A ja jestem matka-kocica i oczy wydrapię. I oświadczam, że jeżeli zbliżą się na odległość strzału – to było bardzo wyważone przeze mnie ze względu na upodobania myśliwskie męża adresatki [śmiech] – to zabiję. Dostałam odpowiedź z Kancelarii Prezydenta RP Bronisława Komorowskiego, że skierowali sprawę bodajże do prokuratora generalnego i do prezesa sądu okręgowego w Warszawie. Nie wiedziałam, czy chodzi o to, żeby ukarać mnie za groźby karalne, czy o coś innego. Podczas apelacji, gdy byłam sama, bo wszyscy moi adwokaci byli przez tamtych zastraszani, pani sędzia stwierdziła, że skoro mój syn tam nie mieszkał, to nie może płacić moich długów. Trzy lata trwał ten proces.
 
 
– Pani się czasem śmieje, gdy to opowiada. Ale wyobrażam sobie, że wtedy nie było Pani do śmiechu.
– To był bardzo ciężki klimat. Czuliśmy się osaczeni. A później zostałam sama. Odkryłam, że kradną mi korespondencję ze skrzynki pocztowej. Miałam podejrzenia, że włamują mi się do komputera. Próbowali wedrzeć się do mieszkania [głos się załamuje]. Wiedziałam od Joli, że trzeba się twardo postawić w takiej sytuacji. Wzywałam policję, bez przerwy trzeba było coś zgłaszać. Wszelka pomoc była doraźna – policja przyjeżdżała, pukała, czy może wejść… Gdy teraz to opowiadam (piszę też książkę na ten temat), to mimowolnie się śmieję, żeby to wszystko jakoś odreagować. Nawet mój adwokat przeszedł na ich stronę – dziś występuje jako pełnomocnik tych, którzy odzyskują kamienice. Zresztą przyszedł do mnie i uczciwie powiedział: „Pani Ewo, ja już nie mogę pani bronić”.
 
 
– Z tego, co Pani wspominała, na emeryturze chciała Pani pisać pogodne teksty o zwierzętach.
– Ale dziś mieszkam w domku w lesie, który też chcą mi odebrać spadkobiercy pana Sułowskiego i nie jestem w stanie pisać o niczym innym niż reprywatyzacja. Napisałam na ten temat parę tekstów pokazujących rzecz z różnej strony, ale przez lata nikt tego nie chciał. Pamiętam, jak opisałam moją eksmisję w sposób bardzo zabawny, chociaż nie było z czego się śmiać. Zaczęłam to leadem: „Wygonili na ulicę razem ze starym, kalekim psem. A przecież ustawa o ochronie praw zwierząt zabrania takiego traktowania psów” [śmiech]. Wysłałam to do „Polityki”, wysłałam do „Rzeczpospolitej”, w której kiedyś pracowałam, w parę innych miejsc. Wydrukowała w końcu „Angora”, nawet bardzo dobrze zapłacili. Później, po morderstwie Joli, „Angora” sama się do mnie zwróciła z pytaniem o tekst na ten temat. „Przegląd” też brał artykuły – ale tylko o Joli, innych reprywatyzacyjnych nie chcieli. Próbowałam do polskiego „Le Monde Diplomatique” napisać tekst o ofiarach śmiertelnych dzikiej reprywatyzacji. Było przecież wiele takich przypadków: ludzie się wieszali, mieli wylewy, ataki serca. Nie wydrukowali. Chyba mi nie uwierzyli.
 
 
– Zwykle to są opowieści bez imion i nazwisk.
– Chce pan nazwisko? Andrzej Karwowski, trener jeździectwa, sam był jeźdźcem wiele lat, bardzo schorowany, miał rentę inwalidzką, z trudnością się poruszał. Miał mieszkanie komunalne w kamienicy podarowanej „Solidarności”, niedaleko Uniwersytetu Warszawskiego. Oni tę kamienicę sprzedali, nowy właściciel wygonił go do kotłowni.
 
 
– K…
– W kotłowni na ogół urzędują dzikie koty, więc on jak ten dziki kot. Stamtąd też go mieli wyrzucić, ale nie zdążyli, bo umarł. No, ale nie chcieli mi tego wydrukować w „Le Monde Diplomatique”. Mój tekst o złotych sztabkach, czyli o tym, że nad wieloma kamienicami przed wojną ciążyły hipoteki bankowe, wreszcie został wydrukowany kilka miesięcy temu. Ale wcześniej przeleżał u mnie dwa lata, wędrował po wielu redakcjach. W „Rzeczpospolitej” stał na kolumnie, ale radca prawny powiedział, że redakcji nie stać na procesy. Tam nie było żadnego powodu do procesu! Opisywałam mechanizm tego, jak zostały umorzone przedwojenne długi na przykładzie własnej kamienicy, bo jej historię najlepiej znałam. Było tam o tym, jak Stefan Sułowski kupił za własne pieniądze działkę, żeby wybudować kamienicę czynszową, na którą zaciągnął dług w Banku Gospodarstwa Krajowego. Pisałam, że ta hipoteka przeszła po wojnie do Skarbu Państwa, że później dewaluacja sprawiła, iż z 36 tys. złotych przedwojennego długu zrobiło się 10 groszy.
 
 
– Chyba można zaryzykować tezę, że środowisko dziennikarskie zawiodło w tej sprawie?
– Media nie chciały o tym wiedzieć. Większości nic to nie obchodziło.
 
 
– Przepraszam, nie chcę zabrzmieć bezczelnie, ale czy Pani zainteresowałaby się tymi sprawami, gdyby nie własne doświadczenia?
– Chyba nie… Często posługujemy się stereotypami. Trudno uwierzyć w to, co nas spotkało. Tak wyrzucić ludzi na ulicę? Bezpodstawnie? Niemożliwe! Na pewno byli winni! Gdybym nie poznała problemu od podszewki, też bym pewnie nie wierzyła w opowieści o arystokratycznych mecenasach i mafiach na Mazowszu. W 2008 roku mieliśmy happening na Nowym Świecie – zrobiliśmy Centrum Wypędzanych. Janusz Baranek zbudował stoisko z naszymi ulotkami, staliśmy z transparentami: „Lokatorzy to nie towar” itp. Mój pies miał własny plakat: „Mam prawo do budy, żądam budy dla mojej pani”. Zrobiliśmy wesołą imprezę. Ale co pewien czas napadali na nas młodzi ludzie, którzy mówili, że mają kredyty na mieszkania i ubliżali nam, mówiąc, że za friko chcemy żyć w cudzych lokalach. Nawet gdy opowiadałam moim dobrym znajomym o wszystkich tych mechanizmach, które dziś już dobrze znamy, to przez całe lata nikt mi nie chciał wierzyć. Znajomi dziennikarze mówili, że nic nie mogą, że to nie do uwierzenia.
 
 
– Ja nie wierzę, że oni nie wierzyli. Chcieli mieć święty spokój.
– Możliwe… Gdy tylko wyprowadziłam się do lasu, nabrałam dystansu do Warszawy. W pewnym momencie doszłam do wniosku, że stolica znajduje się pod okupacją oszustów, którzy uwłaszczają się na cudzym. Dzwoniła do mnie koleżanka mojego syna, mówiła, że mieszka na Tamce, ma własnościowe mieszkanie, z którego chyba zaraz wyleci, ponieważ firma Feniks przejęła tę kamienicę, wywaliła wszystkich „komunalnych”, podkupiła jakąś rodzinę, żeby mieć ponad 50 proc. udziałów. A jeśli mają większościowe udziały w nieruchomości, to rządzą: zmieniają zarządcę nieruchomości, a ten nie podpisuje umów z wodociągami, energetyką, ciepłownikami. Najpierw odłączają prąd, później wodę, wreszcie ogrzewanie – odbywa się takie samo czyszczenie jak w kamienicach, które były w całości komunalne. A do tego podnoszą fundusz remontowy, który robi się naprawdę słony. Pamiętam, jak Jolka w sierpniu 2010 roku, pół roku przed morderstwem, taka radosna przybiegła na zebranie stowarzyszenia i wymachiwała kartką, że ma orzeczenie o niepełnosprawności. Wierzyła, że będzie ją to chroniło, wtedy faktycznie jeszcze niepełnosprawnych nie wyrzucali na bruk. Później nawet ludzie na wózkach inwalidzkich trafiali na ulicę…
 
 
– Koszty budowy kapitalizmu wciąż rosną.
– Na Wilczej albo Nowogrodzkiej była taka historia, że dzieci poszły do szkoły, żona pojechała do pracy, mąż został w domu. Właśnie wymieniono im okna na plastikowe, już po przejęciu kamienicy. Gdy żona wróciła do domu, to mąż wisiał na tych nowych oknach, na pasku się powiesił. Zostawił list, że się nie sprawdził jako mężczyzna. Po dramacie, który się tam rozegrał, lokatorzy kamienicy dostali mieszkania komunalne. Ale tylko tam, w innych kamienicach było jak wcześniej. W naszym stowarzyszeniu była kobieta, Wanda, której mąż chorował na raka kości, miał przerwany rdzeń kręgowy, bo to była jedyna metoda, żeby tak strasznie nie cierpiał. Leżał sparaliżowany w łóżku. Sąd wydał wyrok: eksmisja – choremu na raka mężowi przysługuje lokal socjalny, a Wandzie nie przysługuje. Sąd ich rozwiódł!
 
 
– Rozumiem, że sąd go skazał na wszelkie upodlenie.
– To trwało, a w końcu łaskawie przyznano im jako małżeństwu lokal socjalny. Lokal socjalny różni się od komunalnego. Gdy Hanna Gronkiewicz-Waltz niedawno opowiadała, jak to pomagała lokatorom wrażliwym, to nie potrafiła nawet odróżnić mieszkania socjalnego od komunalnego. Telepało mnie, jak jej słuchałam. Lokator wrażliwy, jeśli miał do czegoś prawo, to do lokalu socjalnego, który ma zupełnie inny status – podpisuje się umowę na czas określony. Mało tego – to jest mieszkanie kontrolowane przez różne służby socjalne, nie można nim dowolnie dysponować. Kolejny przykład: Wanda Pradzioch. Mieszkała w lokum komunalnym, które wróciło do faktycznych właścicieli. Długo czekała na inny lokal komunalny. W momencie, gdy zapadł wyrok „eksmisja do lokalu socjalnego”, wykreślili ją z kolejki komunalnej… Ona do dziś walczy o to lokum, sąd administracyjny przyznał jej rację. Ale co z tego?
 
 
– To będzie naiwne pytanie: wie Pani, jak to wyglądało z drugiej strony? Jak postrzegała was tamta strona?
– Tamci ludzie mieli nas za nic, za śmieci. Myślę, że sądy też. I inne instytucje. Przez te wszystkie lata, w czasie tych wszystkich procesów, ani razu nikt nigdy mnie nie zapytał, czy mam się gdzie podziać. Nie interesowało to ani sędziów, ani pani radcy prawnej urzędu dzielnicy Warszawa-Mokotów, która ani razu nie przyszła jako interwenient uboczny na proces. Za to przysłała pismo, że po zapoznaniu się z aktami sprawy stwierdza, iż eksmisja jest zasadna i urząd prosi o nieprzyznawanie prawa do lokalu socjalnego. Nikt nie przyszedł spojrzeć mi w oczy, zapytać, czy się boję, gdzie się podzieję. To wszystko w sytuacji, gdy mój były sąsiad, który już czuł się właścicielem mojego mieszkania, krzyczał do mnie: „wypierdalaj, ty kurwo, bo ci przypierdolę”.
– Od zawsze słyszę od ludzi, którzy uważają, że się mylę w sprawach lokatorów i reprywatyzacji, że wygnani z „odzyskanych” mieszkań to żule. Dziś siedzę przed Panią, dziennikarką…
– …z czterdziestoletnim stażem. Myślę czasem, choć może to dziwne, że było potrzebne, żebym znalazła się w tym wszystkim, ponieważ potrafię o tym opowiadać. Mam nadzieję, że skończę wkrótce moją książkę. To bardzo osobista rzecz o tym, co mi się zdarzyło. Dużo tam jest o Joli Brzeskiej, o tym, jak dochodziłyśmy do całej tej wiedzy, jak szukałyśmy w prasie wielu informacji, jak chciałyśmy zrozumieć, co się dzieje. Do dziś nie rozumiem, czemu pan Sułowski, jego córki i wdowa po nim dalej mnie prześladują, wciąż żądają licytacji mojego domku w lesie. Moim zdaniem ta rodzina nic z tego nie miała. Może poprosili o pomoc specjalistów od odzyskiwania mieszkań, w tym mecenasa Ćwieka, i nie wiedzieli, z czym to się wiąże. Bodaj wczoraj Jan Śpiewak dołączył do swojej mapy reprywatyzacyjnej notariusza Piotra Sicińskiego. Pomyślałam: skąd ja znam tego człowieka? Sięgnęłam do aktu notarialnego – żaden notariusz nie chciał tego podpisać, a on podpisał.
– To może sprawdźmy od razu na mapie, kto to pan Siciński: „Notariusz, były sędzia, szef wydziału ksiąg wieczystych Sądu Rejonowego dla Warszawy-Mokotowa X Wydział Ksiąg Wieczystych. Począwszy od czerwca 2005 roku, prowadzi Kancelarię Notarialną w Warszawie, specjalizując się w obrocie nieruchomościami. Przez jego kancelarię przewinęły się jedne z największych transakcji nieruchomościowych w stolicy. Oskarżany przez Zarząd Wspólnoty przy Wspólnej 54 o działania niezgodne z prawem i na szkodę wspólnoty”.
– Człowiek powiązany z Marzeną K., urzędniczką Ministerstwa Sprawiedliwości.
– Spójrzmy: „Urzędniczka Ministerstwa Sprawiedliwości w Departamencie Współpracy Zagranicznej i Praw Człowieka. Siostra mec. Nowaczyka, z którym prowadziła wspólne interesy na rynku nieruchomości. W ciągu ostatnich 5 lat w ramach odszkodowań reprywatyzacyjnych otrzymała od M. St. Warszawy kwotę 38 mln zł. Jest też współwłaścicielką zreprywatyzowanej kamienicy przy ul. Odolańskiej 7. Była właścicielką Mokotowskiej 63”.
– Ta sama pani K. odpowiadała za… program pomocy dla osób pokrzywdzonych przestępstwem. Ilu ludzi ona pokrzywdziła! Miasto Jest Nasze wykonało pracę, za którą nikt nie chciał się wziąć. Gdy obecnie piszę teksty o reprywatyzacji, to urzędnikom Ministerstwa Sprawiedliwości trzeba tłumaczyć sprawy na poziomie wiedzy studentów pierwszego roku prawa. Jak pan wie, pani prezydent zapowiedziała, że dalszych zwrotów nie będzie, a sprawy się toczą (wiceprezydent Pahl wczoraj stwierdził, że ależ skąd, zwroty będą następować). Gdy Hanna Gronkiewicz-Waltz mówiła, że wstrzymuje te zwroty, to w sądzie okręgowym w Warszawie toczyła się sprawa czteroosobowej rodziny z ulicy Schroegera 72. Co ważne, decyzją ministra Ziobry, kwestia zwrotu tej kamienicy trafiła do wrocławskiej prokuratury. Tam kierowano sprawy, w których istnieje podejrzenie przestępstwa w wyniku porozumienia handlarzy roszczeń z urzędnikami.
 
 
– I co z tą czteroosobową rodziną?
– Jak wy to mówicie w „Nowym Obywatelu”? Klasyk, panie Krzysztofie – czteroosobowa rodzina, w tym jedenastoletnie dziecko, eksmisja bez prawa do lokalu socjalnego. Mijają trzy dni – w sądzie rejonowym Warszawa-Śródmieście zapada kolejny wyrok: na starszego, schorowanego pana, eksmisja bez prawa do lokalu socjalnego. Na czyją korzyść? Spółki-córki Feniksa. Nic się nie zmienia. To wszystko trwa… 12 maja 2015 roku zapadł w Trybunale Konstytucyjnym wyrok, który mówi, że artykuł 156 paragraf 2 jest niezgodny z Konstytucją. Wszystkie zwroty, jakie się odbyły w Warszawie w ciągu ostatnich lat, przeprowadzono na podstawie tego właśnie artykułu i paragrafu… Czarno to widzę, tego będzie tak dużo, że nie sposób ogarnąć całości.
 
 
– Władze Warszawy same już zgłosiły około 5 tysięcy przypadków nieprawidłowości. Jedna z interpretacji mówi, że chodzi o zapchanie „kanałów drożnych” odpowiednich instytucji.
– Patrzę dziś z perspektywy tych sześćdziesięciu kilometrów od Warszawy i mówię: nikt nie może się czuć w tym mieście bezpieczny, ani lokator komunalny, ani socjalny, ani właściciel hipoteczny – są instrumenty prawne i nie tylko takie, żeby każdego wysiudać. Ludzie, którzy się na tym dorabiają, nawet gdy ktoś pogrozi im paluszkiem, to z głodu nie umrą. Myśmy przez lata nie znali podstawowych aktów prawnych, które odpowiadały za mechanizm narastającej grabieży. Dziś pojawiają się już głosy, że to, co się stało w ostatnich latach, wygenerowało większe krzywdy niż dekret Bieruta. W przypadku tego dokumentu właściciele mieli wpisane w księgach wieczystych prawo dożywocia. Było takie zabezpieczenie, którego nie mają dzisiejsi lokatorzy, a przecież wnieśli wiele pieniędzy i pracy w utrzymanie tych lokali. Lokatorzy zostali wystawieni na ulicę. Książę mecenas Massalski starał się o Krakowskie Przedmieście 65. Bardzo ładna okolica: z okien widać Kolumnę Zygmunta, kościół świętej Anny. W trakcie tych procedur zwrotowych okazało się, że w 1945 roku, gdy bardzo pospiesznie odbudowywano Trakt Królewski, tę kamienicę posadzono na dwóch posesjach. Jedna połowa należała do jakichś Massalskich (to nie jego rodzina), a druga – do kogo innego. Przy tej okazji kogoś olśniło, że ta kamienica została odbudowana po wojnie! Co za odkrycie, przecież cały Nowy Świat został odbudowany! Miasto zażądało od Massalskiego dwóch milionów złotych odszkodowania za ten dom. To śmieszne pieniądze. To, co widzimy z ulicy, to fasada wąskiej kamieniczki. Ale w środku jest coś przepięknego – oficyny, które idą aż do ulicy Koziej, mają przepiękne łuki. Ale Massalski nawet tych dwóch milionów nie zapłacił, bo uważał, że jemu się należy. A czemu nikt nie bada, ile kosztowały roboczogodziny mojej matki, która społecznie odgruzowywała rynek Starego Miasta? Ilu ludzi pracowało, żeby to miasto powstało z ruin? A dziś przychodzą jakieś typy i biorą jak swoje! I to nie spadkobiercy, tylko następcy prawni.
 
 
– Zabójstwo Jolanty Brzeskiej wywołało strach czy wściekłość w środowisku lokatorskim?
– Pamiętam wściekłość. Ale też pół roku bez snu. To była moja pierwsza zima w lesie. Jolkę wywieźli do lasu i tam spalili. Mnie nawet nie musieliby nigdzie wywozić, wystarczyłoby podpalić drewniany domek. Wyobraźnia pracowała non stop, całą dobę. A w nocy, co przymknęłam oczy, to blask bijący od kominka stawiał mnie na równe nogi. Widziałam przerażoną twarz Joli wyłaniającą się z płomieni. I nie pomagało to, że policja na moją prośbę każdej nocy przejeżdżała koło mnie. Ani monitoring, który zamówiłam, nim się przeniosłam po eksmisji na to odludzie. Nieco uspokoiłam się dopiero we wrześniu, kiedy udało nam się zainteresować sprawą Joli prokuratora Andrzeja Seremeta i zabrano dochodzenie z Mokotowa. A to przecież i tak nic nie dało. Byliśmy i nadal jesteśmy wściekli. I zdumieni. Jolka z nas wszystkich była najinteligentniejsza. Jak ona się dała osaczyć, że wyszła z nimi? Komu ona zaufała na tyle, żeby wpuścić do mieszkania? Nikt z nas nie zazna spokoju, póki nie zostanie wyjaśnione, co i dlaczego wydarzyło się 1 marca 2011 roku.
 
 
– Próbowaliście zainteresować swoimi sprawami konkretnych polityków?
– Chodziliśmy do Andrzeja Czumy, najczęściej rozmawiał z nami jego syn. Z kolei dzięki Julii Piterze otrzymałam kilka ważnych dokumentów, łącznie z tymi o przedwojennym długu. Nie chcę oskarżać nikogo – nikt nam nie mógł pomóc. Napisałam kiedyś do Komendanta Głównego Policji, aby zbadano, czy w sprawach reprywatyzacji istnieje zorganizowana grupa przestępcza. On wyznaczył dwóch ludzi do kontaktów ze mną. I nic się nie wydarzyło. Uważam, że nad Massalskim, Mossakowskim i Ćwiekiem był potężny parasol ochronny. Z tego, co wiem, Mossakowskiego zaczęli prześwietlać na rok przed morderstwem Jolanty Brzeskiej. Od 2010 roku nie znaleźli niczego nagannego w działalności tego pana?
 
 
– Czy zwróciła się do was przez te lata jakakolwiek instytucja publiczna, na zasadzie: widzimy, że dzieje się coś złego, więc ciekawi nas, co o tym sądzicie?
– Bodaj w 2009 roku, wedle mojej wiedzy jedyny raz, przyszło do nas trzech posłów i rozmawiali z nami. Nie pamiętam, jaką opcję reprezentowali. Próbowaliśmy – bezskutecznie – zainteresować sprawą Helsińską Fundację Praw Człowieka. Nawet byłyśmy tam z Jolą razem, składałyśmy pisma, nigdy nie otrzymałyśmy odpowiedzi. Kiedyś wyszłam od nich, płacząc, miesiąc po morderstwie Joli. Wtedy prokuratura upierała się, że to było samobójstwo. Poszłam do Fundacji zapytać, czy jest jakaś możliwość, żeby wystąpić do Interpolu, do kogokolwiek, żeby to dochodzenie było prowadzone prawidłowo. Rozmawiałam z kimś – nie był to Adam Bodnar – kto mi powiedział, że skoro policja twierdzi, że to było samobójstwo, to nie ma możliwości prawnych, aby podważać wiarygodność naszych stróżów prawa. W tym pomieszczeniu siedziała też jakaś dziewczyna, która znała sprawę i wzięła moją stronę… Wyszłam stamtąd, strasznie rycząc, bo przecież wierzyłam, że musi być na świecie jakaś sprawiedliwość.
 
 
– Mało rozmawialiśmy o Pani sprawie.
– W skrócie? Oni chcą mi zabrać wszystko, co się da, a ja złośliwie i uporczywie nie chcę im oddać. A dlaczego na mnie trafiło? Nie wiem. Mogło trafić na Pana mamę albo babcię.
– Dziękuję za rozmowę.
 
 
Z Ewą Andruszkiewicz rozmawiał Krzysztof Wołodźko
Źródło: NowyObywatel.pl

A jeśli wstrząsną Tobą ten reportaż proszę poprzyj ten apel


http://zmienmy.to/petycja/wstrzymanie-procesow-sadowych-i-egzekucji-prawomocnych-wyrokow-w-wyniku-dzikiej-reprywatyzacji-do-zakonczenia-prac-komisji-weryfikacyjnej/?glos=popieram
 
 
 

 

 

 

KOMENTARZE

  • @
    wstrząsające jest również to, że na 730 odsłon na żmudny wysiłek wystawienia oceny zdobyło się - aż 5osób!
    nie wspominając o komentarzach
  • Rządowy parasol ochronny, a może kilka namiotów
    Chyba najlepiej oddają sytuację słowa sędziny:

    "Sąd orzekł, że prokuratura miała rację, umarzając sprawę. Uzasadnienie było bardzo długie, sędzina dostała je przed wejściem na salę, popijała wodę i aż się krztusiła, gdy to czytała. Na koniec powiedziała nam: „proszę państwa, ci ludzie są fachowcami i mają na swoje usługi fachowców, wy też musicie zatrudnić fachowców, którzy wam pomogą”."

    Ilość urzędników, posłów, ministrów, sędziów i prokuratorów, a także dziennikarzy ( dziennikarstwo śledcze nie istnieje?) unikających podjęcia tej sprawy wskazuje na b. szeroki zasięg maffi i zaangażowianie w mniejszym lub większym stopniu wielu osób.

    Czy Gronkiewicz-Walc jest tak świetnym burmistrzem, że trzyma się stołka przez tyle lat? Nie, ale za to ma koneksje:

    "Hanna Beata Gronkiewicz-Waltz (ur. 4 listopada 1952 w Warszawie) – polska prawniczka i polityk. Profesor nauk prawnych, prezes Narodowego Banku Polskiego w latach 1992–2001, przewodnicząca Rady Polityki Pieniężnej w latach 1998–2001, wiceprezes Europejskiego Banku Odbudowy i Rozwoju (EBOR) w latach 2001–2004, posłanka na Sejm RP V kadencji w latach 2005–2006, od 2006 prezydent miasta stołecznego Warszawy, wiceprzewodnicząca PO."
    https://pl.m.wikipedia.org/wiki/Hanna_Gronkiewicz-Waltz
    https://oko.press/kaczynski-tez-oddawal-choc-razy-niz-gronkiewicz-waltz/
  • @Andrzej Tokarski 15:43:45
    Dziwię się, że Administracja nie dała tego na samą górę. Ale komentarze? Przecież człowieka aż zatyka ze zgrozy na bezkarność tej mafii usankcjonowanej przez wszystkie organa władzy okupacyjnej w Polsce.
  • @Lotna 15:58:27
    POPIERAM!!! To powinna być jedynka i to długo!!!
  • Autor
    Faktycznie, to wstrząsający wywiad. Jak to możliwe, że coś takiego się dzieje?
  • @all
    dziękuję za odsłony, za komentarze a najbardziej będę dziękować za podpisanie petycji. Potrzeba jeszcze 349 głosów.

    Jeszcze raz. W podobnej sytuacji może znaleźć się każdy Warszawiak. I ten, który ma mieszkanie komunalne, i ten ze spółdzielni i ten który jest członkiem wspólnoty i ma księgę wieczystą tak jak ja.
  • @Katana 16:46:06
    tzn. mieszkam we wspólnocie, mam księgę wieczystą i co z tego. Facet, który przejął 66% udziałów we wspólnocie postanowił przejąć cały budynek, czyli wywalić płacąc ułamek wartości te nieszczęsne 33%, do których i ja należę. Niestety młody, zdolny ma znajomości i tu i tam, więc jak na razie można powiedzieć powoli nas grilluje ekonomicznie, sądowo i psychicznie.
  • @Katana 17:44:54
    nie, wchodzi się bezpośrednio z linka i można bez wchodzenia na fejsa podpisać
  • @Katana 17:44:54
    tzn. jak przypuszczam ona powiedziała, nie mam zamiaru zadzierać z mafią, wy też musicie sobie mafię zatrudnić
  • @Ewa Rembikowska 16:27:08
    Tu nie chodzi tylko o Warszawa,ale o cały kraj i patologie związaną w każdej dziedzinie prywatyzacji,reprywatyzacji.
    Ten wywiad jest wstrząsający i wskazuje na bezsilność zwykłego obywatela.
    Państwo w takim stanie jakim jest nie zdaje egzaminu,jego największą bolączką jest wymiar sprawiedliwości,konstytucja która umożliwiła takie przekręty.
    Dla Pani jak i Pani Andruszkiewicz wyrazy uznania i siły w dalszej drodze
  • @Ewa Rembikowska 16:27:08
    Zagłosowałem, jest 638.
  • @lorenco 19:40:03
    Dziękuję!
  • @Ewa Rembikowska 16:27:08
    petycję każdy, kto ma odwagę cywilną, podpisuje,

    jak widzę, mimo wniosków, tekst nie trafił na jedynkę,

    jest też jedno ale, państwo macie już komisję, która zajmuje się sprawą,
    a co z innymi?

    np. ja z rodziną zostałem pozbawiony dachu nad głową poprzez odmowę komunalizacji, czyli upaństwowienie,

    tacy jak ja nie będą mieli żadnej komisji, a i petycji w takiej sprawie nikt nie podpisze,

    ot takie czasy, zamiast dbać o uczciwość globalnie, wszyscy zajmują się swoimi interesami
  • @interesariusz z PL 22:10:04
    Globalnej uczciwości, może pilnować tylko ława 12 przysięgłych w sądzie.

    Prostym system dziesiętnym mogą być liczone: przedmioty, rośliny, zwierzęta, lecz ludzie są zbyt doskonale zbudowani by w wyborach i sądach dotykało ich niechlujne liczenie poniżej systemu słonecznego (dwunastkowego)
    Sami się poniżamy z lenistwa o dwa poziomy niżej powieżchni Ziemi.

    W niedoskonałych warunkach panuje wirtualna demokracja i "wstrząsające wywiady" są następstwem, niedowartościowania ludzi systemem "10" przeznaczonym dla przedmiotów:)))
  • @interesariusz z PL 22:10:04
    Poprawiłem co mogłem . Pozdrawiam.
  • @Lotna 15:52:11
    "Rządowy parasol ochronny, a może kilka namiotów..."

    Oczywiście że to "Rządowy parasol ochronny, a może kilka namiotów".

    Miałem kiedyś taką sprawę, że wydano wobec mnie krzydzącą decyzję. Pogrzebałem w internecie i okazało się, że podstawa prawna jest podważona przez Trybunał Konstytucyjny.
    Poszedłem z tym do radcy prawnego a ten zamiast się wziąć za sprwę wytłumaczył mi, że nic z tego. Otóż dopóki nie będzie uchwalony nowy przepis, to decyzje wydane na podstawie obalonego są dalej ważne.

    Tak więc i tu - to że rząd nie reagował, a Sejm nie zmieniał patologicznych przepisów latami, że trwała powszechna niemożność zrobienia czegokolwiek przeciw złodziejom, a nawet bandytom, to wszystko musiało być ukartowane na najwyższych szczeblach państwowych.
  • Trudno to czytać...
    Jest to najbardziej wstrząsający artykuł jaki kiedykolwiek czytałem.
    Nasuwa się tylko jeden wniosek; takie państwo jakie wyłania się z Pani artykułu nie może i nie ma prawa przetrwać.
    Pomyśleć, że prez. Duda zawiózł banderowcom pond 4 miliardy złotych!
  • @Robik 07:00:10
    Mamy 694 głosy.

    Najbardziej wstrząsające jest to, że nastąpił proces prywatyzacji państwa przez kastę urzędników. Państwo przestało pełnić funkcję ochrony słabszych przed mocniejszymi. Wręcz przeciwnie urzędnicy państwowi różnych sfer i szczebli wykorzystują instytucje, w których pracują przeciwko tym, na rzecz których teoretycznie powinni działać.
  • @Ewa Rembikowska 08:24:25
    ......

    Najbardziej wstrząsające jest milczenie profesorów o braku konstytucyjnej prostoliniowej równowagi.

    Brak liniowej równowagi uniemożliwia istnienie i rozwój wprawdziwej demokracji.

    Cisza na neon 24.pl o braku domeny demokracji w polskiej Konstytucji przy kompletnym braku systemu prostej równowagi, powstają antysystemowcy, to bardziej wstrząśnie jak po chaosie Solidarności:))

    Serdecznie Pozdrawiam
  • @goodness 10:05:25
    Co to jest konstytucyjna prostolinijna równowaga?
    W Konstytucji jak byk stoi, że Polska jest demokratycznym państwem prawa.
    Zasadą naczelną wolności praw i obowiązków obywateli jest poszanowanie nienaruszalnej godności człowieka. Jej poszanowanie i ochrona jest obowiązkiem władz publicznych.
    Jak te władze publiczne traktują ludzi opisanych w wywiadzie świadczy o tym, że mają za nic Konstytucję, albo nawet jej nie znają. Każdy urzędnik, włącznie z ministrem przed objęciem funkcji powinien zdawać egzamin z tej znajomości i składać przysięgę na jej stosowanie.i
    Posłowie powinni też taki egzamin zdawać. Trzeba zmienić regulamin Sejmu i inne przepisy. Konstytucja (z nielicznymi ale ważnymi wyjąt kami) nie jest zła. Co z tego, skoro w sprawach dotyczących tzw. suwerena nie jest stosowana? Pilnie natomiast stosuje się zasady dotyczące prawa unijnego, które na równi z prawem krajowym jest obowiązujące, a w razie kolizji- ważniejsze.
    Własność jest chroniona, ale może być ograniczona w drodze ustawy w sposób nie naruszający istoty prawa. Państwo spełniając swą represyjną funkcję wprowadziło możliwość wywłaszczeń za odszkodowaniem- na cele publiczne. Czy nie jest celem publicznym zapewnienie obywatelom dachu nad głową? Zwłaszcza, że Konstytucja nakazuje władzom publicznym politykę zaspakajania potrzeb mieszkaniowych.,
    Zdaje się, że prawo jest konstruowane w sposób umożliwiający mafiom grasowanie, jest mnożone i zmieniane stale, aby nawet sądy się w nim gubiły, a zwykły obywatel nie znał (ale musiał stosować, gdyż nieznajomość szkodzi). Konstytucja to tylko zapisy na papierze, nijak nie mające się do rzeczywistości. Polak to nie Amerykanin, który może powołać się na kolejną poprawkę.
  • Autorka
    Oczywiscie podpisałam petycję, polubiłam, zalinkowałam na FB, etc.
  • @Ewa Rembikowska 17:50:09 -Wchodzi się bezpośrednio z linka. -Wszystkiego najlepszego!
    http://zmienmy.to/petycja/wstrzymanie-procesow-sadowych-i-egzekucji-prawomocnych-wyrokow-w-wyniku-dzikiej-reprywatyzacji-do-zakonczenia-prac-komisji-weryfikacyjnej/?glos=popieram
  • @wercia 12:13:31
    Witam.
    Oprócz słowa Demokracja w Konstytucji stoi dużo byków i każdy wprowadza miliony ludzi w makro pułapkę.

    Byk w art. 10 konstytucji daje tylko jeden rodzaj równowagi trójki (ustawodawcza, wykonawcza i sądownicza) w okręgu co 120° powodując w miejscu wir, lub korkociąg śmierci.

    "Konstytucyjna prostoliniowa równowaga" w trójce nie występuje, dlatego kręcimy się w miejscu.
    Papier wszystko przyjmuje do zapisu, lecz każda jednostka demokracji (człowiek) dobrze wie, że bez zmysłu prostoliniowej równowagi cele leżące we wszystkich kierunkach są nieosiągalne. Tym zapisem wirującej równowagi w konstytucji mamy demokrację w korkociągu przed roztrzaskaniem.
  • @Moher 14:32:54 P. S.
    link na neonie jeśli nie wchodzi w notce trzeba umieszczać w komentarzu pod artykułem. -SZCZĘŚĆ BOŻE!
  • All, Administracja
    no, teraz trochę lepiej! :)
  • @Ewa Rembikowska 17:50:09
    http://zmienmy.to/petycja/wstrzymanie-procesow-sadowych-i-egzekucji-prawomocnych-wyrokow-w-wyniku-dzikiej-reprywatyzacji-do-zakonczenia-prac-komisji-weryfikacyjnej/?glos=popieram
  • Opis: rozmowa hrabiego Skrzyńskiego z Piłsudskim :
    – Panie marszałku, a jaki program tej partii?
    – Najprostszy z możliwych. Bić kurwy i złodziei, mości hrabio. https://pl.wikiquote.org/wiki/J%C3%B3zef_Pi%C5%82sudski
  • @Andrzej Tokarski & All
    Do uzyskania potrzebnej ilości głosów Neon24 ,będzie wyglądał tak. Pozdrawiam .
  • Trzeba potrząsnąć znajomymi
    No to jestem 717, za wolno to idzie.
    Pozdrawiam Panią Ewę
  • @Repsol 15:04:24
    grunt to władza w odpowiednich rękach

    Ave!
  • @Katana 15:02:45 -Tutaj nie chodzi o idola
    tylko o cytat. -Naucz się myśleć logicznie.
  • @Rebeliantka 14:19:27
    dziękuję, jest już 720 głosów
  • @Ewa Rembikowska 16:29:55
    Ave .722
  • @Repsol 16:56:13
    725, głos od mojej Małżonki.
    Prawie 2500 wyświetleń tej notki a głosowanie idzie strasznie wolno.
  • @Ewa Rembikowska 16:29:55
    Szanowna Pani Ewo,

    Dziękuję bardzo za artykuł i naprawdę interesujący wywiad.

    Ja oczywiście też zagłosowałem.

    Jest już 726.

    Z wyrazami szacunku - Serdeczne Pozdrowienia

    Ryszard Opara
  • @Ryszard Opara 17:52:46
    Dziękuję, jest już 728
  • @@@! poza tematem.Ważne!
    Czytać piątkową Warszawską Gazetę! Będzie o tym jak nameter, 5peron, etc.. Kopacz i 2 gen. policji kryło syna jej szwagra Kopacz, mordercy 18 latki sprzed 18 lat. Oj będzie chyba jazda po Kopaczce bez trzymanki. Ci generałowie mają być aresztowani.
  • @kula Lis 66 20:26:21
    Lepiej zagłosuj .Pozdrawiam Basię i Ciebie .
  • @kula Lis 66 20:26:21
    Już teraz można na portalu Warszawskiej przeczytać:
    ---Paweł K. – prawdopodobnie syn szwagra znanej polityk PO – został zatrzymany w Wiedniu pod zarzutem morderstwa na nastolatce. Planowane są także zatrzymania dwóch generałów policji, którzy mieli mataczyć w śledztwie. Jak podają austriackie media, Paweł K. powoływał się na wypływy w Polsce.----

    A co do poparcia petycji, to po tylu godzinach jest 737 popierających. Marny ten nasz portal, z marną siłą przebicia, jeżeli od godz. 13.17 przybyło zaledwie ok. 90 popierających, zapewne nie tylko z inspiracji NEona. Można powiedzieć, że dobre i to, ale biorąc pod uwagę, że tutaj wszyscy z lewa i prawa, czerwoni i zieloni..... popieramy wspólnie, to ten wynik nie powala.
  • @Jeremi 20:59:36
    Na 100 popierających w necie podpisuje 1 , tak więc jest dobrze a może będzie jaszcze lepiej . Pozdrawiam . Ps . Niestety zalecam na ten link uważać . Ta strona bardzo żle wygląda ,a znam ją kilka lat. http://warszawskagazeta.pl/ Jak pamiętam to było tak http://gazetawarszawska.eu/tag/krzysztof-cierpisz/ Teraz to fake.
  • @Ewa Rembikowska 18:27:02
    Ave 742
  • @Repsol 21:39:46
    745 o 22:29
  • @Ewa Rembikowska 22:29:49
    Ciekawe jak to będzie wyglądało po 1000 .Ktoś to musi przeczytać , czy zrozumieć ? . Mamy na teraz pytania. Ave.
  • @Ewa Rembikowska
    Mam nadzieję że Polonia też zagłosuje , to potrafi być potęga . Czekajmy na swojaków . Ave.
  • @Ewa Rembikowska 22:29:49
    Podałem na Onet pod artykułem o Noblu dla Owsiaka.
    Może coś to da.
    Pozdrawiam Panią.
  • @lorenco 23:08:46
    748 , Daj Boże 1000 .Ave. :)))
  • @Ewa Rembikowska 22:29:49
    Ave .754
  • -Prośba do wszystkich ludzi dobrej woli: -Pomóż rodakom w potrzebie. -Podpisz!
    http://zmienmy.to/petycja/wstrzymanie-procesow-sadowych-i-egzekucji-prawomocnych-wyrokow-w-wyniku-dzikiej-reprywatyzacji-do-zakonczenia-prac-komisji-weryfikacyjnej/?glos=popieram
  • Autor
    Jestem z wami ale podpisanie petycji wywala mi"niepoprawny kod pocztowy".Mieszkam w UK.
  • @mac 01:19:59
    Pewnie tylko ludzie w Polsce mogą głosować.
  • @lorenco 02:30:31
    Nie tylko. Zagłosowałem i przyjęło. Podałem kod pocztowy zameldowania w Polsce.
    Pani Ewo jestem pewny że się uda. Pozdrawiam.
  • @Repsol 21:14:50
    To inna gazeta, bardzo dobra. Pisze w niej Krysia Rebeliantka.
  • @Ewa Rembikowska 18:27:02
    Podpisałem z Żoną
  • @Jeremi 20:59:36
    Tylko u nas! Dwóch generałów policji pójdzie siedzieć! Rodzina znanej polityk to mordercy siedemnastolatki? Paweł K. – prawdopodobnie syn szwagra znanej polityk PO – został zatrzymany w Wiedniu pod zarzutem morderstwa na nastolatce. Planowane są także zatrzymania dwóch generałów policji, którzy mieli mataczyć w śledztwie. Jak podają austriackie media, Paweł K. powoływał się na wypływy w Polsce. Zdaniem śledczych zbieżność nazwisk z byłą premier może nie być przypadkowa.

    Pod koniec lat 90. Polską wstrząsnęła tragiczna śmierć Iwony Cygan. Siedemnastolatka została bestialsko zamordowana w Szczucinie pod Tarnowem. Niemal od samego początku wiadomo było, kto stał za tą zbrodnią.

    Jednak z niewyjaśnionych przyczyn ani policja ani prokuratura nie były w stanie rozwikłać tej sprawy przez 19 lat. Najnowsze wydarzenia i informacje, do których dotarła „Warszawska Gazeta”, dają odpowiedź na pytanie, dlaczego sprawa do tej pory nie została wyjaśniona.

    (…)

    Koniecznie przeczytajcie cały tekst Łukasza Pawelskiego w najnowszym numerze tygodnika Warszawska Gazeta! http://warszawskagazeta.pl/kraj/item/4504-tylko-u-nas-dwoch-generalow-policji-pojdzie-siedziec-rodzina-znanej-polityk-to-mordercy-siedemnastolatki
  • @kula Lis 66 07:57:47
    Dziękuję, już 771 głosów.
  • @Ewa Rembikowska 08:20:44
    Ave .789 !
  • @wercia 12:13:31
    Co to jest "konstytucyjna prostoliniowa równowaga"? Nie pytaj, nie czekaj odpowiedzi, ponieważ autor od dziecka gaworzy co mu ślina na język przyniesie dlatego nikt nie jest w stanie tego pojąć ani On sam nie wie o co mu chodzi. Tak już ma i nic na to nie poradzisz, trzeba go kochać jakim jest ale i wiedzieć powyższe, co by nie popaść w obłęd.
  • @Repsol 12:40:43
    jest dobrze - 802
  • @Henryk Kreuz 13:52:46
    W obłęd popaść można czytając, że należy kochać kogo nie można zrozumieć:))

    Do zrozumienia "konstytucyjnej prostoliniowej równowagi" zachęcam wszystkich przez narysowanie linii prostej , położenie na niej 3 jabłka i zrobić podział na dwie równe wagi.

    Rodziny nie polecam stawać w trójkę na tej linii:)))
  • @Ewa Rembikowska 17:44:07
    810 Dalej nie utrzymam Pani na jedynce . Pozdrawiam i jako receptę zapisuję Pani następną Notkę . Ukłony . :)
  • oszustwa, rozbój i kradzieże, ta nowa religia w Polsce ma się wspaniale
    W Warszawie nawet Księga Wieczystą nie chroni przed utratą własności.
    Kąkolowa 81 została ukradziona notarialnie 2 krotnie.
    Właściciel nic nie wiedział pomimo że mieszkał na miejscu, że mu ukradziono wszystko w 2005 przez Kalbarczyków i w 2006 przez Czernakow.
    Wykończyli właściciela w 2007.
    Tak działa gang złodziei w Warszawie z Urzędu Miasta Warszawa Wawer ze słupami. .
    http://kakolowa81.com
  • @Repsol 21:29:44
    Oczywiście, myślę, że już można zdjąć z jedynki. Dziękuję wszystkim za przeczytanie, linkowanie, lajkowanie, głosowanie. Jest 820 i w ciągu weekendu powinno dojść do tysiąca. A do sprawy będę wracać. Pozdrawiam wszystkich.
  • @Rudolf 23:47:51
    Duplikat mojego wpisu wyżej, bezwartościowy?

    Globalnej uczciwości może pilnować tylko ława 12 przysięgłych w sądzie....

    W niedoskonałych warunkach (dodam równowagi) panuje wirtualna demokracja i " wstrząsające wywiady " są następstwem niedowartościowania ludzi system "10" przeznaczonym do liczenia przedmiotów i zwierząt poniżej powierzchni Ziemi.

    Prawdziwa Demokracja broni ludzi w domenie równowagi panującej w systemie słonecznym "12 godzin dnia i nocy"

    Bez dokładnego sądzenia systemem 12 przysięgłych panuje i będzie panowała tylko wirtualna demokracja:)
    Pozdrawiam
  • @Ewa Rembikowska 17:51:47
    "ona powiedziała, nie mam zamiaru zadzierać z mafią, wy też musicie sobie mafię zatrudnić"

    Problem star(sz)ych ludzi, to wiara w "państwo". Bo jednak "komuna" choć trochę się starała być SPRAWIEDLIWA.

    Na mafię skuteczne są "ich" metody. Gdyby KTOKOLWIEK z ludzi "odzyskiwanych" PRZYJĄŁ "60tys", czy za te pieniądze nie mógłby opłacić "wywiezienia do lasu" "księcia"/"mecenasa"?
    A nawet potem się przyznać, żeby dostać "wczasy na koszt państwa", dożywotnio, z dobrą opieką medyczną.

    No i pozostali nie mieli by już takich problemów...

    Następne pokolenia nie będą miały z tym problemów, vide 60latek, który jak nie dostał Domu Opieki od "biurw", to je SPALIŁ...
  • @Ewa Rembikowska & ALL
    Dziękuję Wszystkim za pomoc . Pozdrawiam .
  • @goodness 18:05:53
    "W obłęd popaść można czytając, że należy kochać kogo nie można zrozumieć:))"

    Oczywiście, że można kochać kogoś (coś) czego się nie rozumie. Np. kocham Świat, ale nie rozumiem, nie wiem jak działa i po co, wiem też, że nie ma żadnego człowieka który by go rozumiał.
    Nie rozumiem jak działa świat ożywiony a w tym rośliny, ptaki, zwierzęta i jaki jest cel jego istnienia, ale kocham ten świat a w tym i goodness.

    Narysowałem linię, położyłem trzy jabłka i zrobiłem podział na dwie równe wagi bez żadnego problemu.
  • @laurentp 13:09:22
    dokładnie, cóż trzeba zapisać się na strzelnicę. Problem polega na tym, że ludzie wierzą, że im państwo pomoże a to państwo jest wykorzystywane przez gangsterów, by działać przeciw pokrzywdzonym. Przecież cały proceder byłby niemożliwy bez spolegliwych urzędników, prokuratorów, sędziów, notariuszy, komorników, policjantów.
  • @Henryk Kreuz 15:47:14
    Brawo, teraz Pan wie jak łatwo dzielić rzecz martwą 50%/50%. Jabłko położone w linii prostej pomiędzy pierwszym a trzecim.

    Dla równowagi z żywymi jednostkami Demokracji (ludźmi) system trójki na linii prostej jest zabójczy. 3 liczba nieparzysta na siłę zawsze daje dyktaturę.
    Jeszcze tego nie było w Polsce, ale być powinno zapisane w Konstytucji na samym początku że:
    "Czwórwładza, czyli Obywatele z Władzą stanowią prawdziwą demokrację")
  • @Katana 16:56:25
    Dziękuję za wsparcie!

    Chciwość nie zna granic.

    Tym, co teraz żyją z władzy nad obywatelami, trudno zrozumieć, że władza demokracji w każdym czasie, proporcjonalnie się należała i należy do wszystkich obywateli danego kraju.
    Pozdrawiam
  • @Repsol 21:14:50
    Też mam Gazetę Warszawską na cenzurowanym.
    Uważam, że to kolejny tytuł do zagospodarowania patriotów, bo na coś Polacy ich zdaniem muszą się w końcu złapać.
    Przekazują co prawda sporo ważnych informacji, ale muszą, bo co by było, gdyby tylko propagowali treści dla Polaków niewygodne.
    Radzę zachować umiar
  • @Ewa Rembikowska 16:03:31
    Strzelnicę? Przy POlskim prawie (braku) "dostępu do broni"?
    Hmm, a może uczyć się od ciapatych?

    Nóż, samochód, szczepionka(!), benzyna, "ładunek domowy"...

    Jeśli wystarczająco WIELU ludzi pozna PRAWDĘ o "pomocy / ochronie" przez tfu, "państfo" to w końcu ktoś "zrobi porządek", choć z JEDNYM... A reszta zacznie się w końcu BAĆ tego, komu mają obowiązek SŁUŻYĆ - Narodu...
  • @laurentp 20:34:43
    no cóż potrzebny jest kurs na małego konspiratora (jak zrobić ładunek wybuchowy).
    Pozwolenie na broń można uzyskać przez stowarzyszenia strzeleckie, które działają przy strzelnicach.
  • @Ewa Rembikowska 21:22:13
    Za przejechanie kogoś (zwłaszcza w zimie ;p) można dostać i "zawiasy"... Nicea i Berlin...
  • @Katana 18:49:44
    Z góry dziękuję za cenne Twoje uwagi.
    Jestem tylko racjonalizatorem. Dla zmiany pojęcia - złej demokracji na demokrację uszkodzoną muszę rozwinąć wpis.
    Żyjemy w ciekawym czasie. Technika mocno przyśpieszyła, a edukacja stoi prawie w miejscu.
    Powracając do tematu autora "wstrząsający wywiad" ,to powstał on w następstwem działania uszkodzonego systemu równowagi Demokracji.
    Podaje przykłady:
    1. Musi zatonąć prom z ładunkiem przesuniętym na jedną stronę.
    2. Musi się rozbić samolot w korkociągu, bez jednego steru.
    Twierdzę, że bez sprawnego systemu równowagi, machanie rękami, czy pisanie list poszkodowanych przez pasażerów i stiuardów nie ma znaczenia.
    Drugi raz mamy szansę naprawić matematyczny błąd równowagi w łączy w Konstytucji. Zamiast równowagi trójwładzy, wpisać równowagę czwórwładzy dla prostoliniowej równowagi.

    Prosta jazda na rowerze jest coraz bezpieczniejsza w miarę opanowania równowagi, lecz bez sprawnego systemu (przyżądu) bezpieczeństwo znika.
    Trójka daje równowagę kołową, lecz czwórka daje nam więcej możliwości, ponieważ rozwija równowagę liniową i kołową w naturalnym czasie 12 godzin dnia i nocy. Człowiek jest doskonałe zbudowany tak samo jest zbudowana Demokracja.
    Poniżanie obywateli matematycznie w Konstytucji to samo zagłada.
    Pozdrawiam
  • @goodness 08:34:59
    Przepraszam.
    Nie poprawiam literówek z przyczyn technicznych.
  • @laurentp 23:13:26
    Czy poseł Wójcikowski spotkał „ciężarówkę ze żwirem”??? http://www.magnapolonia.org/czy-posel-wojcikowski-spotkal-ciezarowke-ze-zwirem/ „Jeżdżą ciężarówki ze żwirem…” mawiał Wojciech Sumliński, cytując groźbę jednego z byłych funkcjonariuszy PRL. Chodzi w niej o umyślne spowodowanie wypadku, w którym ginie osoba „niewygodna”. Czy tak było w przypadku śmierci posła Rafała Wójcikowskiego? Tego oczywiście nie wiemy, ale istnieją przesłanki, by twierdzić, że ktoś tej śmierci dopomógł. Kilka godzin po wypadku w sieci pojawiło się nagranie, w którym świadek zdarzenia zarzekał się, iż poseł żył, ale wymagał pilnej akcji ratunkowej, której nie podjęto, albo podjęto, lecz nieudolnie.
    https://www.youtube.com/watch?v=zqwgan-vhWc
    https://youtu.be/WF6lcVPOGn0 Inne wskazówki można znaleźć w wypowiedzi samego posła, której udzielił podczas zlotu Pobudki w Krzyżewie, 14 stycznia b.r. Prawdopodobnie jest to ostatnie nagranie z jego udziałem. Rafał Wójcikowski powiedział, że inwestując na giełdzie trafił na spółkę, „którą nie powinien się interesować”. Pojawiły się dziwne telefony, a nawet groźby werbalne. „Przyszedł do mnie jeden z takich smutnych panów (…) i dowiedziałem się gdzie mieszkam, gdzie mieszka moja rodzina” – mówił poseł. Ps..Pojęcia to nie wszystko. W Polsce, tyle osób załatwił już seryjny samobójca, że jedno więcej nie robi na nim wrażenia. Ale, na mnie tak. Giną Ci,którzy chcą coś zrobić, ujawnić prawdę i hipokryzję elyt.
    Podcięto przewody hamulcowe ks. Jackowi Międlarowi w godzinach popołudniowych 31.12.2016 https://m.youtube.com/watch?v=w3DIKmHI7vg
    Jak zamordowano Filipa Adwenta:
    https://prawda2.info/viewtopic.php?t=18375
  • @Ewa Rembikowska
    Zbigniew Ziobro, próbując reformować polski system sprawiedliwości otworzył front, na którym napotka niesamowity opór. Jest nim front walki z korporacją sędziów. Przegrali przed nim inni. Każde uszczuplenie przywilejów sędziów z jednoczesnym zwiększeniem wobec nich wymogów dyscypliny pracy, traktowane musi być jako zamach na ich święte i nienaruszalne prawa.sędziowie przez ostatnie ćwierćwiecze rozzuchwalili się do tego stopnia, że stawiają siebie ponad państwo. Jednym z koronnych dowodów, na to był Kongres Polskich Sędziów zorganizowany we wrześniu 2016. To na Kongresie podjęto uchwałę o przekazaniu nadzoru administracyjnego nad sądami powszechnymi I prezesowi Sądu Najwyższego. Niczym innym jak właśnie rozpoczęciem przez obecnego ministra sprawiedliwości walki z sędziami jest podjęcie rękawicy, wyrażonej wypowiedzianym przez niego zdaniu: "Trzeba skończyć z sytuacją, w której samo środowisko decyduje wyłącznie o sobie, nie mając do tego legitymacji demokratycznej.". Minister Ziobro, wedle środowiska sędziowskiego postawił postulat świętokradczy. On chce nami kierować?! Tego świat nie widział. Jak to? To minister chce naprawiać niewydajny system sądowniczy? W każdym razie tak deklaruje. Bo jego zdaniem, polskie sądownictwo przesiąknięte jest patologiami, które przyczyniają się do słabej wydajności pracy. Panie Ziobro. Nadepnął pan komuś mocno na odcisk. Sam jestem ciekaw, jak to się skończy. Ziobro nadepnął sędziom na odcisk i otworzył front, na którym napotka niesamowity opór. Już kiedyś Pan Minister zapowiadał walkę z korupcją wśród lekarzy i jak to się skończyło? Z mafią nie można walczyć poprzez informowanie publiczne o zamiarach. To jest największy błąd prawicowych polityków. Reformy powinny być wprowadzane skutecznie. Mafii nie wolno informować o swoich zamiarach. Każda radykalna zmiana dla "przestępców", dobrze przemyślana, powinna być wprowadzana "przez zaskoczenie". Jak najmniej konsultacji publicznych, medialnych i z opozycją. Obecna opozycja jest destrukcyjna i walczy tylko o własne "interesy". Panie ministrze, to nie tylko sędziowie. To są normalne kliki sędziowsko-prokuratorsko-adwokackie, trzęsące całymi powiatami i województwami. W tych warunkach tzw. wymiar sprawiedliwości w Polsce to kompletna fikcja. Panie ministrze, liczymy na Pana, że w końcu ukróci Pan korupcję w prokuraturach i sądach. Prawie każdy Polak ma w szufladzie niesprawiedliwy wyrok. Sądy i prokuratury to ubecka podstawa całej choroby toczącej państwo . Wszyscy widzieliśmy co działo się w TK . Nie da się posunąć dalej bez zniszczenia tej sitwy , której byt uzasadnia jedynie obrona ubeków. Nareszcie wzięto się za święte krowy jakim jest korporacja prokuratorska i sędziowska. Trzymam kciuki za Ziobro i Jakiego. Próba walki Ziobry w poprzednim młodszym wydaniu, skończyła się fiaskiem, ale teraz, przy takim społecznym wsparciu, powinien on być konsekwentny i wymagający!. Brać wzorce z...Turcji!!!...Ziobro musi być twardy jak Erdogan! Usunie ze 300 i będzie po sprawie. Tylko tu mowa o kilku tysiącach. Ale nam się mafia rozlazła jak stonka w kartoflach! Tak totalna struktura jak oPOzycja! Wspieramy polski rząd PiSu w walce z korupcją w Polsce. Czas na zmiany !!!!!! Tak oto, zupełnie niechcący, Bogusław Biedrzyński udowodnił, że po ośmiu latach nieprzerwanych rządów PO-PSL Polska istnieje jako „ PAŃSTWO PRAWNE „ równie realnie, jak granica syryjsko – węgierska, o której również wspomina Ewa Kopacz. Popieram pan Panie Ziobro. Ta kasta złodziejska i bezczelna kpi sobie z Polaków. Trzeba przytrzeć te ubabrane w szambie ryje sędziowskie. Dobra robota Panie Ziobro.... dobrze byłoby gdyby Pańskie oko zerknęło do "wymiaru niesprawiedliwości" do Opola, pewnie trzeba byłoby zamknąć później budynek sądu i prokuratury. Reformować jak trzeba będzie wszystkich zwolnić i przyjmować od nowa !!! A najlepiej będzie gdy to sami wybierzemy sobie sędziów jak Texasie, to lud powinien wybierać sędziów, prokuratorów, komendantów policji. policji. Porównując statystyki w Polsce wystarczy około 3500 sędziów. Reszta sędziowskich darmozjadów do gospodarki wolnorynkowej. Ciekawe jak "nadludzie" sprawdzą się na wolnym rynku albo zmywaku w Niemczech? Sędziowie powinni mieć 50% mandat społeczny. Obecnie są wrogim elementem w państwie. Są stronniczymi wykonawcami zaleceń korporacji. Widać jak skutkuje....uniemożliwienie LUSTRACJI w sądach, prokuraturze! Cała Europa środkowo-wschodnia dokonała pełnej lustracji, odepchnięto wszystkich z rodowodem ubeckim, komuszym od funkcji publicznych. Tylko gilotyna może wyrównać krzywdy, kasta bandytów w togach, to nowotwór na ciele polskiego ludu. Tylko Opcja Zerowa ! Czas przywrócić sądownictwo narodowi i państwu. Temu kto sądowniczą mafię w Polsce zneutralizuje należy się pomnik przed każdym sądem ,jak JP przed prawie każdym kościołem. I Prezes SN MUSI ODEJŚĆ; vide: http://trustandcontrol.salon24.pl/749685,bez-rozliczenia-niechlubnej-przeszlosci-wykluczone-jest-przywrocenie-zaufania-do-wymiaru-sprawiedliwosci Poniżej przykład korupcji w sądach: Sędzia Daniel Strzelecki ( Bolesławiec Jelenia Góra ) winien więc odpowiadać za rażące naruszenie prawa ! Polska Rzeczpospolita Korupcyjna sędziego Daniela Strzeleckiego z Bolesławca. https://www.youtube.com/watch?v=DZMoDI2Pe_k&t=894s
  • @Ewa Rembikowska
    http://warszawskagazeta.pl/kraj/item/4504-tylko-u-nas-dwoch-generalow-policji-pojdzie-siedziec-rodzina-znanej-polityk-to-mordercy-siedemnastolatki
    Kopacz zamiast przekopywać ziemię pod Smoleńskiem winna "przekopać swoich najbliższych. To jest bratanek jej zmarłego męża, byłego skorumpowanego prokuratora alkoholika. Jak widać grunt to rodzinka, to on i ona z generałami i oficerami policji ukręcali łeb sprawie. Oj będzie się działo. Kopaczka skończona. Mam akurat gazetą przed sobą z tym artykułem.Z artykułu wynika, że aresztowany drugi morderca szwagier nameter Kopaczki ze swym synem trudnili się porywaniem i sprzedawaniem młodych Polek do burdeli na zachodzie, Iwona miała być także sprzedana. Ten interes kryli mąż Kopaczki czyli b. prokurator wyrzucony przez Lecha Kaczyńskiego za pijaństwo i jazdę pod wpływem, późniejszy pracownik ZOZ u swej zarządzającej ZOZem żony, z którego wyparowało 3 mln zł, policja/generałowie byli i obecni, za to za Kopacz awansowani i prokuratorzy czerpiący z tego procederu zyski. Sprawa jest rozwojowa, czego zasługą jest osobisty nadzór nad tym śledztwem PK i ministra Ziobro. Polecam cały artykuł, gdy czyta się go to widzi się obraz całej zgnilizny nierządów PO/PSL i tej sprzedajnej nadzwyczajnej kasty. Polecam.
  • @kula Lis 66 09:37:48
    Na I froncie jest minister sprawiedliwości Zbigniew Źiobro.

    Na II froncie jest minister edukacji Anna Zalewska.

    Dwa fronty o naturalny system słoneczny: 1.) To 12 w ławie przysięgłych i 2.) To 12 w ordynacji wyborczej.

    Dużo jest przeciwników reformy w szkole, oraz nauki dorosłych i młodzieży obliczania domeny równowagi demokracji.

    Rozwój kultury jest krokowy.
    - Zbyt długo stoimy w rozkroku 3, czas na 4 krok.
  • @kula Lis 66 10:52:19
    trzymajmy zatem ministra Ziobro kciuki, oby mu się udało jak Augiaszowi wyczyścić tę stajnię.
  • @Ewa Rembikowska 12:50:56
    Sądy przed reformą walą w PiS....Jestem przekonany, że sądy dadzą teraz popalić pisowcom. Szczególnie po tym, jak Zbigniewowi Ziobrze strzelił do głowy pomysł reformowania sądownictwa. - Sędziowie mają składać oświadczenia majątkowe? Więcej pracować? Szybciej sądzić? Podlegać ministrowi sprawiedliwości? Nie doczekanie pana, panie Ziobro. Póki co, sądy mają wolne ręce, więc się odgryzają.
    Minister kultury Piotr Gliński przegrywa w sądzie pracy. Albo inaczej. Paweł Potoroczyn były dyrektor Instytutu Adama Mickiewicza wygrał w sądzie pracy z ministrem kultury Piotrem Glińskim. Potoroczyn został zwolniony przez ministra kultury niezgodnie z prawem - uznał Sąd Rejonowy dla Warszawy-Śródmieścia. „Sądu nie zainteresował specyficzny język, w jakim Paweł Potoroczyn formułował skargę do sądu. W dniu dzisiejszym – a było to we wrześniu 2016 r. - zostałem zwolniony przez jedynego w wolnej Polsce ministra kultury wielokrotnie publicznie wybuczanego przez środowisko twórców. Zostałem zwolniony z naruszeniem obowiązującego prawa, przed wygaśnięciem prawnie wiążącego kontraktu. Bez żadnych zarzutów natury merytorycznej, prawnej bądź finansowej napisał w swoim oświadczeniu Potoroczyn. Pan sędzia podejmujący tę decyzję prawdopodobnie poznał Pawła Potoroczyna w telewizji podczas Kongresu Kultury Polskiej 2016, kiedy stał dumnie jako ofiara reżimu kaczystowskiego na schodach Pałacu Kultury i Nauki w Warszawie.
    Ale na razie. Sąd Okręgowy w Warszawie nakazał śledztwo w sprawie działań Bartłomieja Misiewicza, prawej ręki szefa MON Antoniego Macierewicza. Choć prokuratura umorzyła śledztwo, dostała od sądu jasne wytyczne. Chodzi o głośną operację, którą Misiewicz przeprowadził w nocy z 17 na 18 grudnia 2015 roku. Wówczas to w towarzystwie szefa Służby Kontrwywiadu Wojskowego oraz Żandarmerii Wojskowej wkroczył do siedziby Centrum Eksperckiego Kontrwywiadu NATO. Dwaj polscy szefowie Centrum zawiadomili prokuraturę, twierdząc, że Misiewicz przekroczył swoje uprawnienia oraz dokonał gwałtownego zamachu na jednostkę wojskową w celu osłabienia mocy obronnej Polski. Choć zarzut jest absurdalny – asystent ministra obrony narodowej, osłabia nasz system obrony, sąd coś w tym PiS dostrzegł „nie tak”. Trzeba jednak być ostrożnym mówią sędziowie. Bo co się stanie, jeśli PiS będzie tak wytrwały, jak w sprawie Trybunału Konstytucyjnego? Nie obronił go nawet nasz największy rzecznik demokracji, niezależności i niezawisłości sędziowskiej, prof. nasz wspaniały Rzepliński.
    Tekst ukazał się na stronie SDP
    autor: Jerzy Jachowicz
  • @Ewa Rembikowska 12:50:56
    UJAWNIAMY kto naprawdę rządził Trybunałem Konstytucyjnym! Rzepliński zakładnikiem kasty sędziowskiej. NASZE ŚLEDZTWO....Zakulisowe gierki i ostre walki o strefy wpływów! W czasach prezesury Andrzeja Rzeplińskiego, Trybunał Konstytucyjny, bardziej przypominał dwór targany pałacowymi intrygami niż instytucję stojącą na straży Konstytucji. Portal wPolityce.pl dotarł do informacji, z których wynika, że Andrzej Rzepliński, na własne życzenie, stał się zakładnikiem dwóch frakcji, które rozgrywały byłego już prezesa niemal każdego dnia. Do ścisłego „dworu” prezesa należeli sędziowie: Rymar, Zubik, Tuleja i Biernat. Dwaj pierwsi mieli być przedstawicielami ważnej frakcji w trybunale, czyli tzw. warszawki. Wywodzący się ze stołecznego środowiska naukowego mieli, zdaniem naszych informatorów, reprezentować wpływy Marka Safjana, byłego prezesa TK, który pełnił tę funkcję w latach 1998–2006. Rzepliński zawsze był pod wielkim wpływem Safjana. To jego mentor i doradca. Odkąd Safjan zasiada w Trybunale Sprawiedliwości Unii Europejskiej, Rzepliński jest w niego jeszcze bardziej wpatrzony mówi znajomy obu prawników. Z kolei sędziowie Stanisław Biernat i Piotr Tuleja to przedstawiciele frakcji krakowskiej w trybunale, czyli ludzie związani z prof. Andrzejem Zollem, który także ma olbrzymi wpływ na postawy i karierę Andrzeja Rzeplińskiego. Te dwie frakcje rozgrywały Rzeplińskiego od lat. To oni decydowali o obsadzie stanowisk i polityce Trybunału Konstytucyjnego. Sam Rzepliński był przez nich odpowiednio sterowany, a nawet strofowany, gdy chciał podejmować bardziej samodzielne decyzje mówi nasz informator związany z TK. Gdy widać było, że w trakcie konfliktu wokół trybunału Rzepliński skłonny jest ustąpić lub negocjować, dostawał strzała i znów zaostrzał narrację, atakując stronę rządową dodaje. O wpływach sędziego Biernata świadczy fakt, że w samym trybunale od dawna był szarą eminencją. Samodzielnie decydował o wielu kwestiach, a z opowieści jego współpracowników wyłania się obraz despoty o ogromnych wpływach politycznych. Biernat był komisarzem politycznym, który tu wszystkiego pilnował. Szczególnie Rzeplińskiego. Był nawet moment, że zakazał Rzeplińskiemu wy- powiadania się w mediach mówi nasz informator. Z wypowiedzi rozmówców portalu wPolityce.pl wyłania się niepokojący obraz prof. Andrzeja Rzeplińskiego - człowieka chwiejnego i podatnego na wpływy różnych grup interesów. Rzepliński w opinii naszych informatorów to człowiek, którego głównym zadaniem było zabezpieczanie tych interesów. Przez kilka ostatnich dni portal wPolityce.pl ujawniał informacje, które nasi dziennikarze zdobyli w trakcie dziennikarskiego śledztwa w sprawie Trybunału Konstytucyjnego i osoby Andrzeja Rzeplińskiego. Jutro, a najnowszym wydaniu tygodnika wSieci prezentujemy pełny raport o stanie Trybunału Konstytucyjnego po zakończeniu kadencji Andrzeja Rzeplińskiego.
    Wojciech Biedroń
    Ps...Żydokomunistyczno-ubecka wyższa kasta szczeka zębami. Koniec z nami! Koniec! A później?......Znaleźli prymitywnego słupa i o to chodziło. Brak mi w tej analizie o wpływach poszczególnych sędziów wyjaśnienia roli niejakiego żyda Kieresa, który był zapalnikiem w sprawie wyboru sędziów i żyda Safiana który Konstytucję pisał. Rzepliński to wyjątkowy sługus obu żydowskich poprzedników Safjana i Zolla. Jak taki człowiek, wiedząc, że urlopy wykorzystał, a jedynie nie jest to odnotowane w adm. mógł wziąć lekką ręką NIENALEŻNE mu przecież 155k zł tj ponad 1000 zł za dzień!!! + odprawa!!! Sędzia!!! Sędzia?-Oszust!!! Zdaje się, że udało mu się wycofać z Amber Gold całe, zainwestowane 10 mln zł. Szczęściarz... ! Pytanie skąd u niego taka suma? nie z pensji urzędasa to pewne! Gdzie służby, US? To niechlujne, obleśne, nieogolone i tępe nie potrafiące się poprawnie w języku polskim wysłowić żydzisko Kaufman vel Rzepliński pacynką na politycznych sznurkach postżydokomunistycznych sędziów. Całkowicie ubezwłasnowolniony, a do tego jego prymitywne i chamskie zachowania nie licujące ze stanowiskiem sędziego. Dlatego ten największy CZŁONEK kasty , tak ZA-ŻARCIE bronił PO, to przerażające, jak Ci "wyjątkowi" we własnym mniemaniu, pogardzali Polakami i sterowali prawem. Wszyscy wymienieni powinni być pozbawieni wszystkich uprawnień przynależnych sędziemu TK i stanąć przed Narodowym Trybunałem (nie Stanu) i po wyroku powtórzyć rok 1794 zgodnie z reaktywowaną Ustawą z 1921 roku o zwalczaniu przestępstw popełnionych przez urzędników państwowych, czyli kula w łeb, podpisaną przez Marszałka Trąmpczyńskiego, Prezydenta Ministrów Witosa, Ministra Sprawiedliwości w. z. Dr. J. Morawskiego, Ministra b. Dzielnicy Pruskiej: W. Kucharskiego(http://www.aferyprawa.eu/Prawo/Ustawa-z-dnia-18-marca-1921-roku-o-zwalczaniu-przestepstw-z-checi-zysku-popelnionych-przez-urzednikow). Ci mafiozi decydowali o prawie dla całego polskiego Narodu. To była rura, którą wreszcie przetkano. Teraz trzeba zająć się eks- majstrem Rzeplińskim i jego niewydarzonymi hydraulikami - urlopowiczami za 100 tys. na odchodne, którzy zostawili 3-letnie, czynne szambo. Trybunalskie szambo się przelało. Smród jaki się wydobył uświadomi Polakom jak było realizowane prawo w tym kraju. Pytam czy będzie wreszcie porządek z tą mafią prawniczą? Wprowadzić prawa i ograniczenia jak w USA czy starym eurokołchozie, to lewactwo nie będzie miało argumentów. Od 89 roku na najwyższe stanowiska w RP wybierano kompletnych przygłupów z niewielkimi wyjątkami, a myśmy nie mając porównania akceptowali prostaków. Głupimi łatwiej rządzić stąd Bolek, Alek, Bronek, etc..
    Ustawa z dnia 18 marca 1921 roku o zwalczaniu przestępstw z chęci zysku, popełnionych przez urzędników. (Dz. U. Nr 30 poz. 177)


    Art. 1. Urzędnik, winny popełnienia w związku z urzędowaniem i z pogwałceniem obowiązków urzędowych i służbowych:

    kradzieży lub przywłaszczenia (sprzeniewierzenia), albo udziału w tychże (art. 51 k. k. ros. Z r. 1903, § 5 austr. u. k. z r. 1852, §§ 47 – 49 niem. k. k. z r. 1871), jeśli mienie skradzione lub przywłaszczone (sprzeniewierzone) było mu dostępne lub powierzone z powodu służby lub stanowiska służbowego;
    oszustwa lub udziału w niem (art. 51 k. k. ros. Z r. 1903, § 5 austr. u. k. z r. 1852, §§ 47 – 49 niem. k. k. z r. 1871), jeśli oszustwo popełniono w ten sposób, że winny w zamiarze osiągnięcia dla siebie lub osoby trzeciej nieprawnej korzyści majątkowej wyrządził innemu szkodę majątkową przez wprowadzenie w błąd lub utrzymywanie w błędzie za pomocą przedstawienia okoliczności fałszywych, albo przekręcania lub ukrywania prawdziwych - będzie karany śmiercią przez rozstrzelanie.

    Art. 2. Urzędnik, winny:

    przyjęcia bądź podarunku lub innej korzyści majątkowej, bądź obietnicy takiego podarunku lub innej korzyści majątkowej, danych w zamiarze skłonienia go do pogwałcenia obowiązków urzędowych lub służbowych, albo żądania takiego podarunku lub korzyści majątkowej;
    innego przestępstwa służbowego, popełnionego z chęci zysku i z pogwałceniem obowiązków urzędowych lub służbowych w b. dzielnicach rosyjskiej i pruskiej, a w b. dzielnicy austriackiej nadużycia władzy urzędowej, popełnionego z chęci zysku
    - będzie karany śmiercią przez rozstrzelanie.

    Art. 3. Urzędnik winny przyjęcia w związku z rozstrzyganiem spraw urzędowych lub służbowych bądź podarunku lub innej korzyści majątkowej, bądź obietnicy takiego podarunku lub korzyści majątkowej, danych be zamiaru skłonienia go do pogwałcenia obowiązków urzędowych lub służbowych, albo żądania takiego podarunku lub korzyści majątkowej, ulegnie karze ciężkiego więzienia (domu karnego) od lat 4 do 15.

    Art. 4. Winny udziału w przestępstwach, przewidzianych a art. 1 i w ust. 2 art. 2 tej ustawy, o ile udział taki nie pociąga za sobą kary surowszej w myśl art. 1, będzie karany ciężkim więzieniem (domem karnym) od 4 do 15 lat; jeśli zaś winny dopuszcza się takiego przestępstwa zawodowo – będzie karany śmiercią przez rozstrzelanie.

    Art. 5. Kto osobiście lub za pośrednictwem osób trzecich,chociażby bezskutecznie, skłania urzędnika za pomocą podarunku, bądź innej korzyści majątkowej, bądź obietnicy tychże do pogwałcenia obowiązków urzędowych lub służbowych, lub dopuszcza się udziału w przestępstwie, przewidzianem w ust. 1 art. 2 niniejszej ustawy – będzie karany ciężkim więzieniem (domem karnym) od 4 do 15 lat; jeśli zaś winny dopuszcza się takiego przestępstwa zawodowo – będzie krany śmiercią przez rozstrzelanie.
    Kto osobiście lub za pośrednictwem osób trzecich,chociażby bezskutecznie, skłania urzędnika do przestępstwa, przewidzianego w art. 3 niniejszej ustawy, lub w tem ostatniem przestępstwie dopuszcza się udziału, będzie karany więzieniem (w b. dzielnicy austriackiej – ścisłym aresztem) od 1 miesiąca do 1 roku.
    Jednak będzie wolny od kary ten, kto przyczyni się do wykrycia lub udowodnienia dokonanego przekupienia, zanim władza, powołana do ścigania, dowie się o jego czynie.

    Art. 6. Przepisy ustaw karnych dzielnicowych o prawie nadzwyczajnego łagodzenia lub zamiany kary nie stosują się do przestępstw, przewidzianych w niniejszej ustawie; wszakże w wypadkach mniejszej wagi lub w razie uznania okoliczności łagodzących sad wymierzy za przestępstwa, przewidziane w art. 1 – 5 ustawy niniejszej, w miejsce kary śmierci, karę ciężkiego więzienia (domu karnego) od lat 4 do 15, karę zaś ciężkiego więzienia (domu karnego) od lat 4 do 15 wyznaczy w rozmiarze od 1 roku do 4 lat.

    Art. 7. Przestępstwa, wymienione w art. 1 – 4 i cz. 1 art. 5 niniejszej ustawy, uważane będą za zbrodnie; przestępstwo, przewidziane w cz. 2 art. 5 za występek.
    Usiłowanie będzie karane na równi z dokonaniem.
    Karom za udział, przewidzianym w art. 4 i 5 niniejszej ustawy, ulegają również osoby, nie będące urzędnikami.

    Art. 8. W wypadku przestępstw, przewidzianych w art. 2, 3 i 5 niniejszej ustawy, należy otrzymany podarunek lub wartość tegoż uznać za przepadłe na rzecz Skarbu Państwa.
    Art. 9. Urzędnikiem w rozumieniu ustawy jest ten, kogo odpowiednia ustawa karna w chwili popełnienia przestępstwa za urzędnika uważa (art. 636 cz. 4 k. k. ros. Z r. 1903, § 101 austr. u. k. z r. 1852 i § 359 niem. k. k. z r. 1871).

    Art. 10. Ustawa niniejsza nie stosuje się do osób, które w chwili popełnienia przestępstwa nie ukończyły lat 21; nie dotyczy to przestępstwa, przewidzianego w cz. 2 art. 5 ustawy niniejszej.

    Art. 11. Przepisy ustawy niniejszej nie stosują się do udziału, przewidzianego w § 49a niem. k. k. z r. 1871, tudzież do wypadków, przewidzianych z art. 151 cz. 3 k. k. ros. Z r. 1903 i w § 9 austr. u. k. z r. 1852).

    Art. 12. Przepisy szczególne ustaw karnych, stanowiące o karach łagodniejszych lub o bezkarności kradzieży lub przywłaszczenia (sprzeniewierzenia), nie będą stosowane do urzędników, odpowiadających według ustawy niniejszej. Jeśli jednak winny kradzieży lub przywłaszczenia (sprzeniewierzenia) dobrowolnie zwrócił mienie kradzione lub przywłaszczone (sprzeniewierzone), albo w inny sposób wynagrodził szkodę, zanim jego wina ujawniona została przed władzą do ścigania przestępstw powołaną, - wolny będzie od kary.

    Art. 13. Sprawy o przestępstwa, przewidziane w ustawie niniejszej, o ile nie stosuje się postępowania uproszczonego, rozpoznawane będą co do winy i kary we wszystkich instancjach przez sad karny w składzie 3 sędziów państwowych.
    W b. dzielnicy rosyjskiej wyroki sadu pierwszej instancji we wszystkich sprawach, do których stosuje się niniejsza ustawa, są ostateczne i mogą być zaskarżone jedynie przy odpowiednim zastosowaniu przepisów o zaskarżeniu wyroków w drodze kasacji.
    Jeżeli przestępstwo jest zbrodnią, należy wyznaczyć oskarżonemu obrońcę z urzędu, o ile nie ma on obrońcy z wyboru.
    W b. dzielnicy austriackiej stosuje się odpowiednio przepis § 341 proc. kar.

    Art. 14. Winni przestępstw, popełnionych przed wejściem w życie ustawy niniejszej, ulegną karze w myśl ustaw dotychczasowych, o ile przepisy ustawy niniejszej nie przewidują łagodniejszej kary.
    Art. 15. Do osób wojskowych należy stosować ustawę z dnia 1 sierpnia 1919 r. (Dz. Pr. Nr 64, poz. 386) ze zmianami, zawartymi w ustawie z dnia 17 grudnia 1920 roku (Dz. Ust. z1921 r. Nr 2, poz. 4).
    Przepisy ustawy niniejszej stosują się odpowiednio i w wypadkach, gdy przestępstw, przewidzianych w art. 4 i 5 dopuszczono się odnośnie do osób, podlegających sadownictwu wojskowemu.

    Art. 16. Rada Ministrów władna będzie uchylić moc obowiązującą ustawy niniejszej uchwałą, zatwierdzoną przez Naczelnika Państwa i ogłoszoną w Dzienniku Ustaw. Z chwilą wejścia w życie tej uchwały postanowienia ustaw karnych, uchylone, zmienione, lub ograniczone w swem działaniu skutkiem przepisów ustawy niniejszej, odzyskują moc prawną.

    Art. 17. Ustawa niniejsza wchodzi w życie z dniem jej ogłoszenia; równocześnie traci moc ustawa z dnia 30 stycznia 1920 r. w przedmiocie odpowiedzialności urzędników za przestępstwa, popełnione z chęci zysku (Dz. Ust. Nr 11, poz. 60) tudzież rozporządzenie Rady Obrony Państwa z dnia 6 sierpnia 1920 r. (Dz. Ust. Nr 73, poz. 501) w przedmiocie poddania przestępstw, popełnionych przez urzędników z chęci zysku, orzecznictwu sądów doraźnych, oraz oparte na nim rozporządzenie Rady Ministrów z dnia 16 lutego 1921 r. (Dz. Ust. Nr 18, poz. 101).

    Art. 18. Wykonanie tej ustawy należy do Ministra Sprawiedliwości, a w b. dzielnicy pruskiej – do Ministra b. Dzielnicy Pruskiej w porozumieniu z Ministrem Sprawiedliwości.

    Marszałek: Trąmpczyński
    Prezydent Ministrów: Witos
    Minister Sprawiedliwości: w. z. Dr. J. Morawski
    Minister b. Dzielnicy Pruskiej: W. Kucharski

    Źródło: sejm.gov.pl
  • @Ewa Rembikowska 12:50:56
    Szanowni moi ! Przecież wszystkie ustawy współczesne są tworzone dla polityków - by rządziło się im lekko, łatwo i przyjemnie.
    Oraz bezkarnie !

    Dlatego zniesiono karę najwyższą by żadnemu nie tylko głowa z ramion nie spadła, ale i żaden włos z głowy.

    Proponuję jak najszerzej rozprowadzić tekst ustawy z 1921 r., a wycie lewactwa rozlegnie się od Bałtyku do Tatr, że i dalej. Choć... oni na smak kary pręgierza już mieliby mokro w niewymownych dlatego ubolewam, że również została zniesiona, a pręgierze można znaleźć jedynie na starych fotografiach lub w muzeach. Kula w łeb, za przekręty, a za mniejsze przewinienia dom więzienny...na kilka lat....jestem, za ale przecież nie tak dawno POsunęli się dalej w"łagodzeniu" odpowiedzialności za złodziejstwo. a mianowicie tuż pod koniec urzędowania tuskowego ministra, czyli Kwiatkowskiego... zmiana zapisu w Kodeksie Handlowym POlegająca na zwolnieniu z odpowiedzialności karnej, za działanie na szkodę własnej spółki...wiadomo pod kogo i dla kogo zrobiona...Jestem za przywróceniem tej ustawy, gotowej zresztą, przydałaby się jak znalazł teraz. Dodam, że Kancelaria Prezesa Rady Ministrów za Nameter Ukrainki is Kopacz w projekcie ustawy o CBA usunęła definicję korupcji. Projektodawcy wyjaśniają, iż "po dokonaniu dogłębnych analiz uznano, że w świetle aktualnego stanu prawnego nie jest możliwe takie sformułowanie definicji, która nie byłaby w dalszym ciągu narażona na zarzut niekonstytucyjności"...Zgrabne prawda?. We Wrocławiu jest pręgierz bardzo ładny. Jest nieodpowiednio eksploatowany, służy młodzieży jako miejsce spotkań. Taki przydatny obiekt marnuje się, a można w nim antypolaka myckowego złodzieja Dutkiewicza wraz z jego złodziejską sitwą z prokuratorami, sędziami na jego smyczy wystawić, ludzie wiedzieliby co robić. Jest też w Myszyńcu, przy wejściu do kościoła przykuwano tam niewierne żony. Teraz może służyć do przykucia zdrajców aby każdy mógł na nich napluć. Nie da się iść dwiema drogami na raz. To podstawowa czynność jakiej powinniśmy się domagać od przyszłych ustawodawców , twórców zrębów wolnej i prawdziwie niepodległej "Republiki"...Sanacja państwa dotyczyć musi także tego przeżartego korupcją i fałszem narzędzia sprawowania władzy bezpośredniej wykonawczej. Mam na myśli oczywiście dział administracji państwowej.
    Ustawa, która w całości tu została przypomniana daje nam odpowiedź na od dawna stawiane pytania w tej kwestii. Czy i w jaki sposób na powrót przywrócić etos przedwojennego urzędnika państwowego. Tych kolesi założycieli, utrwalaczy i kontynuatorów "Republiki Okrągłego Stołu" powinna przede wszystkim objąć swoim zasięgiem czyli "ramionami sprawiedliwości" taka właśnie ustawa i w zgodzie z powyższą "wypłacić" należne..Że też ludziom w tak trudnych czasach chciało się tworzyć dobre, skuteczne, mądre prawo. Ta banda obszczymurków z PO, n. na Wiejskiej nie potrafi nawet napisać instrukcji otwierania puszki piwa. Wiem też dobrze ,że gdyby ta ustawa obowiązywała mielibyśmy niepodległą, wolną, bogatą Polskę , której przecież przez ponad 25 lat nie udało się im całkowicie rozkraść. Trudność współczesności polega również na tym, że wszystko zostało już inaczej nazwane i korzyść majątkowa to dziś np. specjalistyczne szkolenie kadr z pełną wyżerką, które akurat musi się odbyć w kurorcie, bo specjaliści nie wykładają w remizach; albo czy p. A.Grad b. minister skarbu dostał jakąś nieuprawnioną gratyfikację, za swoje prywatyzacyjne działanie? nie. Np. Grad jest takim specem od energii jądrowej, że został przesunięty na ten odcinek naszej gospodarki i za swoją ciężką orkę dostawał ok. 100000 zł/mies. Czy ustawa z 1921r dałaby radę dzisiejszym umysłom urzędniczym? Mało mamy kamieniołomów, kopalń, sypania wałów przeciw powodziowych, pracy na rzec Polski nie zabraknie dla tych gagatków, niech czują na własnej skórze,to co zrobili, i przekaz będzie dla innych, co może czekać delikwenta, a śmierć to jest ich wybawienie, ja chętnie bym popatrzył jak Graś i Tusk, pracują kilofem i młotem w kamieniołomach, a Niesioł walczył z taczką.
  • @Ewa Rembikowska
    998 Wygrywa Pani .Czekamy na następny wpis . Pozdrawiam.
  • @Repsol 13:43:47
    Na tą chwilę 1001 podpisów. A więc magiczny tysiąc przekroczony!
  • @Rebeliantka 14:39:59
    jest 1006, ale jeszcze z 200 głosów by się przydało. Jutro petycja jedzie do pani Premier.

    Dzięki wszystkim!!!!!

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
      1
2345678
9101112131415
16171819202122
23242526272829
3031     

ULUBIENI AUTORZY