Gorące tematy: Ryszard Opara: „AMEN” Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
148 postów 1005 komentarzy

poszukiwania

Ewa Rembikowska - Spojrzenie na współczesność przez pryzmat historii mojej wielkopolskiej rodziny.

Pies, który ocalił Verdun...

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Podczas walk pozycyjnych po morderczym ogniu artyleryjskim, gdy wszystkie techniczne środki łączności zostały zniszczone, ostatnią szansę przekazania wiadomości pomiędzy odciętymi oddziałami a dowództwem dawał pies.

 W czerwcu 1916 roku wojska niemieckie parły nieubłaganie do przodu. Verdun, klucz francuskiego wschodniego frontu zdawał się być zgubionym. Atak zatrzymał się wprawdzie chwilowo, z powodu wyczerpania atakujących, jednak w każdej chwili należało spodziewać się przybycia rezerw i rozstrzygającego natarcia. Na dodatek artyleria niemiecka miała duże zapasy amunicji, które skwapliwie wykorzystywała. Jedna z baterii z niesamowitą precyzją posyłała pociski dokładnie w okopy francuskie, wbijając dosłownie żołnierza za żołnierzem. Równocześnie zaporowy niemiecki ogień odciął dokładnie jakikolwiek dowóz amunicji i żywności. Sytuacja była beznadziejna. Żołnierze doskonale znali  pozycję przeciwnika, ale nie mieli jak zawiadomić sztabu. A jednak pomoc nadeszła.

W dowództwie dywizji był wówczas pies o imieniu Szatan należący do jednego z kapitanów znajdujących się na pierwszej linii frontu. W pewnej chwil załoga francuska wciąż wyglądająca jakiegoś łącznika z dywizji, zobaczyła zbliżający się żółty punkcik. Powiększał się coraz bardziej. Był to Szatan, który pełzając od leja do leja, spieszył z pomocą. W odległości około 300 metrów od okopu pies został ciężko ranny i oszalały z bólu zaczął kręcić się w miejscu. Wtedy kapitan wyskoczył z okopu  i zwołał: Szatan! Szatan!  Były to jego ostatnie słowa, gdyż w tej chwili trafiła go wroga kula. Pies, usłyszawszy głos pana, ostatkiem sił, tylko na przednich łapach doczołgał się do pozycji i upadł bez życia. Przyniósł on gołębie oraz rozkaz bezwzględnego utrzymania pozycji, gdyż posiłki są już niedaleko. Teraz gołąb zaniósł do sztabu dywizji pozycję wrogiej baterii, którą wnet zmuszono do milczenia ostrzałem, a francuska linia mogła utrzymać się aż do przybycia rezerw. Atak niemiecki na Verdun został wstrzymany.
 
Podobna historia zdarzyła się na jesieni 1918 roku  podczas bitwy w okolicach lasu Piemont. Najbardziej wysunięte placówki francuskie zostały wówczas odcięte od tyłów przez zaporę ogniową. Żołnierzom w okopach pozostało zaledwie kilka biszkoptów i ostatnia taśma naboi do karabinu maszynowego. Pięciu ochotników starało się przedostać przez linię ognia, aby nawiązać łączność. Ludzie ci oddalili się zaledwie o kilkaset metrów, gdy wrogie kule ścięły ich z nóg.
 
Oddział zrozumiał, że jest stracony, że pozostaje tylko śmierć. Aż niespodziewanie szara masa podczołgała się ostrożnie do okopu. Był to owczarek, dobrze znany w pułku. Nazywano go Golony, ponieważ pocisk armatni urwał mu kiedyś ogon i zwierzak miał zabawny wygląd. Pies przydźwigał aż 15 taśm naboi do karabinu maszynowego. Wkrótce przyczołgał się do okopów drugi pies obładowany żywnością. W szeregi wstąpiła nowa otucha i zapał wojenny.
 

Od tej chwili psy dostarczały już regularnie amunicji i żywności. Przekradały się z niesłychaną wprawą, dowodząc  niezwykłej inteligencji. Potrafiły one czołgać się pomiędzy lejami, pozostałymi po wybuchach pocisków. Często ukryte w wyrwach, przeczekiwały największe natężenie ognia.

Po kilku dniach sytuacja odciętych żołnierzy zaczęła się znacznie poprawiać. Francuzi otrzymali posiłki artyleryjskie i z kolei sami otworzyli huraganowy ogień. Golony przypuszczalnie odbywał swą ostatnią niebezpieczną podróż. Żołnierze jak zwykle obserwowali jego lisie kroki. Nagle pies zmienił się w wielki słup ognia. Niósł on na grzbiecie ładunek grantów ręcznych, w które przypuszczalnie trafiła kula. Wielu starych żołnierzy nie mogło powstrzymać się od łez. Wiedzieli oni dobrze, że zginął pies, któremu zawdzięczają ocalenie.
 
Gdy w 1914 roku rozpoczęła się wojna, niemiecka armia posiadała 6 000  czworonożnych żołnierzy, zaś Francuzi mieli ich zaledwie... sześć! Dopiero w końcu 1915 roku zwrócono baczną uwagę na ten problem. Ludność cywilna na apel wojska zaczęła przywozić swoje psy do ośrodków rekrutacji, znajdujących się w Marsylii, Avignon, Montpellier. Selekcja rekrutów była ostra. Wybierano psy w wieku od roku do siedmiu lat, o wzroście pomiędzy 45 a 60 cm, najchętniej spośród  różnych typów owczarków o spokojnym temperamencie. Preferowano przy tym czworonogi, które z natury były milczkami.
 
O tym jak wyglądało szkolenie tych psów w dalszej części artykułu:

KOMENTARZE

  • Piękne.
    .
  • Sowieci wyszkolili owczarki,
    które były żywymi minami przeciwczołgowymi. Widziałem dokument, w którym pod czołgiem ginie taki pies.
    To w sumie przygnębiające, że ludzie wykorzystują właśnie psy do swoich brudnych wojen.
  • @Ewa Rembikowska
    Prawdę powiedziawszy trochę mi żal tych biednych psiaków. Służyły wiernie, choć nieświadomie.

    Pozdrawiam
  • Draństwo
    Jeśli człowiek jest wystarczająco głupi żeby założyć mundur i zabijać takich samych durniów po drugiej stronie, to jego sprawa ale wciąganie w to kretyństwo zwierząt woła o pomstę do nieba.
  • @Ewa Rembikowska
    Piękny tekst. I pokazuje jak zwierzęta myślą wbrew tym , którzy twierdzą, że wszystko reguluje instynkt. Na moim podwórzu prowadzą wojnę sroki z gawronami. To wojna pozycyjna, z przemyślną strategią. Warto byłoby nagrać film, ale trochę mnie to przerasta.
  • tak to już jest
    @gallux - o psach przeciwczołgowych też będzie

    @all - psy służyły wiernie swoim panom, tak jak miliony prostych żołnierzy, którzy tak do końca nie wiedzieli za jaką ideę giną.
    Świat bez psychopatycznych polityków i ambitnych generałów byłby o niebo bardziej przyjazny prostemu człowiekowi.

    W przypadku Polaków wcielanych do armii zaborczych, to bywało, że brat strzelał do brata.
  • @Ewa Rembikowska 07:03:53
    Słyszałem o psach na okrętach i wzruszające opowieści o nich. Czasami marynarze tracili życie by je ratować.
  • @gallux 22:52:46
    Tak. Znam to. Okropne...
  • @gallux 22:52:46
    Zdaje się, że i delfiny są tak szkolone - na cele wodne.
  • @Ptasznik z Trotylu 23:14:16
    Ptachu, ponoć w wojnie iracko - irańskiej na pola minowe na granicy między armiami wysyłano ...dzieci. Na szyjach wieszano im plastikowe kluczyki do nieba... Producent kluczyków nieźle zarobił.....................
  • @ Ewa Rembikowska
    Witamy w KD, Ewo! :) Ogromnie nam miło. Jedyną ceną wstępu jest... przypieprzanie przez jednopała, z urzędu i z charakteru. Co nam nie robi, naturalnie :)))
  • @KOSSOBOR 21:29:12
    Dzięki za powitanie. Mam nadzieję, że szanownego gremium nie zanudzę historiami "z myszką" z psami w tle. Jak będziecie mieli dość, to proszę o sygnał.
    Co do jednopała to jak mu to sprawia jakąś przyjemność, to niech wali. Może ma taki tik nerwowy.
  • @Ewa Rembikowska 22:07:30
    Fakt. Nie pomyślałam z tym tikiem. No chodzą nieszczęścia po ludziach ;)

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
   1234
567891011
12131415161718
19202122232425
2627282930  

ULUBIENI AUTORZY