Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
148 postów 1005 komentarzy

poszukiwania

Ewa Rembikowska - Spojrzenie na współczesność przez pryzmat historii mojej wielkopolskiej rodziny.

Czworonożny sierżant...

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Niski, gruby, pokraczny, ze spłaszczoną mordką. W 1918 roku wyruszył na wojnę jako maskotka żołnierzy, wrócił jako sierżant armii amerykańskiej.

 

Gdy w Europie wybuchła I wojna światowa, Stany Zjednoczone wolały na niej zarabiać niż opowiedzieć się po jednej z walczących  stron. Do czasu. Ogłoszenie przez Niemcy nieograniczonej wojny podwodnej stanowiło dotkliwy cios dla amerykańskich interesów. 2 kwietnia 1917 roku Senat Stanów Zjednoczonych podjął decyzję o włączeniu się w europejski konflikt zbrojny.
 
Rozpoczęła się mobilizacja, do obozów na szkolenie unitarne zjeżdżali rekruci. Armia amerykańska w przeciwieństwie do armii europejskich nie widziała w swoich szeregach psów jako pomocników żołnierzy, więc szkoleń takich nie prowadziła. Ale był piesek, który przełamał ten schemat.
 
Urodził się pewnie pod jakimś płotem, potem błąkał przemoczony, zmarznięty, głodny. Chodził od śmietnika do śmietnika aż trafił na pole Uniwersytetu w Yale, gdzie ćwiczył 102  batalion należący do 26 Dywizji piechoty. Szczeniak miał krótki ogonek, był pręgowany, gruby i śmiesznie niezgrabny. Był to mieszaniec boston terriera i pitbula. Poczciwa mordka podbiła serce szeregowego Roberta Conroya, który postanowił zatrzymać psiaka mimo oficjalnego zakazu. Stubby – bo tak nazwał szceniaka – wkrótce całkowicie zaadaptował się do życia obozowego. Okazał się być urodzonym żołnierzem. Ćwiczył z żołnierzami musztrę, reagował na głos trąbki, turlał się, gdy chciał kogoś rozśmieszyć, a władzy – salutował.
 
Po kilku miesiącach żołnierze otrzymali rozkaz wyjazdu na front. Czekała ich podróż na pancerniku USS „Minnesota”. W rozkazie o wyjeździe psa nie było mowy, bo piesek był tylko nieoficjalną maskotką. Opiekun zaryzykował i wniósł ulubieńca na podkład pod płaszczem. Umieścił go w kubryku na węgiel. Gdy okręt znalazł się na morzu, opiekun ujawnił nielegalnego pasażera. Psia mordka zawładnęła sercem najpierw maszynowni, potem reszty załogi.
 
Po raz drugi Robert Conroy musiał schować swoją maskotkę pod płaszczem, gdy schodzili na ląd we Francji. Tym razem zauważył pieska jeden z dowódców formującej się dywizji i kazał się go pozbyć. Jednakże po usłyszeniu jego historii a zwłaszcza, gdy zobaczył jak Stubby regulaminowo salutuje, zmienił zdanie. Stubby został wciągnięty na listę oddziału. Od tej pory mógł już towarzyszyć jednostce jako oficjalna maskotka.
 
Dywizja dotarła  na  front  5 lutego 1918. Pies szybko przyzwyczaił się do życia w okopach, huku wystrzałów, ognia artylerii. Wkrótce też zetknął się z największą zmorą żołnierzy - atakiem gazowym. Zatruty pies został odtransportowany do szpitala, gdzie wkrótce doszedł do siebie. Jednakże przygoda ta wyczuliła go na zapach gazu, co wkrótce uratowało życie wielu żołnierzom.  Była noc – żołnierze spali. Nagle  pies się zerwał, zaczął ujadać, biegać po śpiących, szarpać ich mundury. Obudzeni  żołnierze zorientowali się, że zaraz może nastąpić atak chemiczny i ogłosili alarm, umożliwiający przygotowanie się do niego.
 
Pies wykazał się też innymi talentami. Miał niesamowitą umiejętność odnajdywania rannych żołnierzy leżących na tzw. ziemi niczyjej. Rozpoznawał zwłaszcza żołnierzy anglojęzycznych. Gdy uznał, że to możliwe, lżej rannych prowadził w bezpieczne miejsce, natomiast w przypadku ran poważnych albo szczekał tak długo aż przybędzie pomoc, albo sam biegł po sanitariuszy i doprowadzał ich do rannego.
 
Gdy Stubby padał na ziemię i zakrywał pysk łapkami, żołnierze wiedzieli co ich za moment czeka. Tak reagował na mający nadejść atak pociskami  artyleryjskimi. Psie ucho chwytało ten paskudny dźwięk kilka chwil wcześniej niż dotarł do żołnierzy, a doświadczenie nakazywało się chować. Żołnierze mieli czas, by się odpowiednio przygotować.
 
W kwietniu 1918 roku podczas ataku na miasto Seicheprey  pies dostał odłamkami granatu. Pomimo licznych ran przeżył. Trafił na kilka tygodni do szpitala. Gdy po operacji doszedł do siebie, zajął się ciężko rannymi żołnierzami pokazując swoje sztuczki. Wielu młodym żołnierzom pomógł dojść do równowagi psychicznej lub chociaż na chwilę przywrócić uśmiech  i zapomnieć o okropnościach wojny.
 
We wrześniu 1918 roku podczas ofensywy nad Mozą w lasach Argonne Stubby ujął szpiega niemieckiego. Pies patrolował okopy w poszukiwaniu rannych.  Nagle w krzakach zobaczył jakiegoś człowieka. Stubby wyczuł, że nie jest to swój żołnierz. Stanął przed nim i zaczął się wydzierać, wołając o pomoc.  Szpieg niemiecki, który robił rysunki linii okopów wstał, by uciec, ale pies chwycił go za pośladek i przewrócił. Nawet, gdy jego opiekun dobiegł pies dalej nie chciał puścić szpiega. W końcu podobno zadowolił się zdjętym z munduru niemieckiego żołnierza Żelaznym Krzyżem.
 
 
zdjęcie http://commons.wikimedia.org/wiki/File%3ASergeant_Stubby.jpg
 
 

KOMENTARZE

  • @
    Doczytałam do końca pod linkiem - polecam! :)
  • @Ewa Rembikowska
    Założyłam sobie nowy katalog. Historie psów:) Historie koni już mam.
  • @Iza 07:30:21
    Dzięki! Będzie sporo. Od roku pracuję nad cyklem. Przewertowałam stos starych gazet i książek. Sama się bardzo dużo nauczyłam przy tej okazji.
    Pozdrawiam serdecznie.

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
     12
3456789
10111213141516
17181920212223
24252627282930
31      

ULUBIENI AUTORZY