Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
148 postów 1005 komentarzy

poszukiwania

Ewa Rembikowska - Spojrzenie na współczesność przez pryzmat historii mojej wielkopolskiej rodziny.

Pies uczony...

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

czasem był rozsądniejszy niż pan.

Dawno temu na polowaniu spotkali się myśliwi i tak  sobie gawędzili:
Tygodnik Ilustrowany, Nr 110/1870
 
– Uważasz… Ja miałem psa, co miał taki wiatr, że….
– E! głupstwo. Mój pies idzie za kuropatwami. Ja za nim… Nareszcie głowę podniósł i leży. Ja wołam: „no dalej!” a on ani się ruszy. Wyobraź sobie, patrzę, a tu tablica z napisem: „Nie wolno polować, pod utratą psa”.
 
Czyżby pies mądrzejszy od pana? Cóż! Tak bywa i dziś, choć akurat powyższe przechwałki pomiędzy myśliwymi można złożyć na karb trunku rozgrzewającego, a może dowcipu humoru gazetowego humorysty. Jednakże problem porozumiewania się ze zwierzętami a zwłaszcza z psami zaprzątał ludzki umysł od dawna. Niejeden pan głowił się nad zagadnieniem, czy psa da radę nauczyć rozumieć ludzką mowę. Czasem zdarzało się, że dociekliwemu właścicielowi trafiał się pies o wybitnej inteligencji, jak chociażby w przypadku wyżła należącego do przyszłego profesora na uniwersytecie w Helsinkach  w Finlandii.
 
Pies ten pojmował i rozumiał każde przemówienie, o ile wypowiedziane było wyraźnie i wolno. Gdy dał psu koszyczek z pieniędzmi zawiniętymi w papier z listą zakupów i powiedział wyraźnie, że ma iść do piekarza, ten szedł i niebawem wracał ze sprawunkami. Gdy pan polecił, aby pies przyniósł z drugiego pokoju chustkę do nosa lub inną rzecz, po chwili dany przedmiot miał w już ręku. Warunek był jeden - rozkaz musiał być wypowiedziany po szwedzku. Francuskiego i niemieckiego pies nie rozumiał.
 
Znakomity uczony angielski John Lubbock prowadził nieco inne eksperymenty. Lubbock uważał, że choć od stuleci żyjemy ze zwierzętami, to wciąż  mało mamy dokładnych wiadomości o ich rozwoju umysłowym. Uważał, że zbyt wiele uwagi poświęcono na to, by zwierzęta robiły to, co chce człowiek a za mało ludzie pracowali nad tym, by wynaleźć jakiś język, by ze zwierzętami wejść z bliższy stosunek i lepiej je rozumieć. Postanowił nauczyć swojego pudla czytać, stosując metody właściwe  dla głuchoniemych.
 
Lubbock przygotował kilka kartek z grubej tektury, na każdej z nich napisał wielkimi literami oddzielne słowo, np. jadło, kość, precz. Zaczął od tego, że postawiwszy miskę z pożywieniem na ziemi, a obok niej pustą, przykrył pierwszą kawałkiem tektury z napisem „jadło”, a drugą czystą kartką. Pudel wkrótce nauczył się odróżniać jedną od drugiej. Następny etap polegał na nauczeniu pudla przynoszenia kartek.
Teraz stosownie do kartki, jaką mu pupil przynosił, uczony dawał mu obiad lub wypuszczał na dwór a czasem, gdy dostawał kartkę „precz” sam opuszczał pomieszczenie. O zrozumieniu przekazu przez psa świadczył fakt, iż po pewnym czasie pies przynosił dziewięć razy z rzędu kartkę z napisem „jadło”, wybierając ją spośród  wielu innych, przy czym za każdym razem położenie kartek było zmieniane.
 
Wśród eksperymentów nad psią mądrością zdarzały się też takie, które przynosiły właścicielom fortunę. 

– W hipodromie londyńskim wywołuje wielkie zainteresowanie biały pudel, który chwyta łapami ołówek lub pióro umaczane w atramencie i pisze na tablicy wielkimi literami swoją nazwę Dick. Pudel ten dodaje i odejmuje małe cyfry, rozróżnia również kolory: żółty, biały i czerwony. Z liczby przedmiotów w tych kolorach mądry pudel wybiera bez omyłki ten przedmiot, na który wskazuje ktoś z publiczności. Te "sztuki" Dick pokazuje podczas nieobecności swego pana, co dowodzi, że pudel ten jest inteligentnym stworzeniem - donosili dziennikarze jednej z dziewiętnastowiecznej gazet.

Warszawa roku 1875 też miała swój psi team pod wodzą ochmistrza Patka, o czym pod linkiem

http://zpazurem.pl/artykuly/czytaj/tytul/pies_uczony/strona/2 

KOMENTARZE

  • Dałem 5*, ale...
    ale wydaje mi się, że stosunki pomiędzy psem i jego właścicielem są bardziej skomplikowane.
    Po pierwsze trzeba sobie odpowiedzieć na zasadnicze pytanie: po co człowiekowi potrzebny jest pies? Na początku było Słowo, w chwilkę potem był pies. Pies spełniał rolę stróża. Stróżował stadu. Pracował. W miarę upływu czasu, poza tą prostą i oczywistą funkcją rola psa uległa ewolucji. Pies stał się Towarzyszem człowieka. Ofiarny i wierny. Nie ma potrzeby rozpisywać się za bardzo, pies jest czymś wyjątkowym. Często też, z racji swoich przymiotów, pada ofiarą ludzkiej podłości.
  • @gallux 17:25:46
    No właśnie, dobre pytanie: po co człowiekowi jest pies?
    A drugie pytanie: jak na przestrzeni wieków zmieniały się relacje pomiędzy tymi dwoma partnerami?
    Szukam odpowiedzi na te pytania a czy je znajdę? Nie wiem.
  • @Ewa Rembikowska 17:58:09
    Czy to nie nieustanna potrzeba przyjaźni? Posiadania kogoś wiernego i pewnego. Może to to jest właśnie.
  • @jazgdyni 18:31:56
    To jest jedna z odpowiedzi. Na pewno tak.
    Ale z drugiej strony jeden brał psa do roboty, drugi do towarzystwa a trzeci do tego, by mieć kogoś, kto będzie mieć gorzej niż on sam.

    A pies jest stworzeniem elastycznym i jakoś cierpliwie przez wieki znosi chimery człowieka
  • Dogoterapia...
    Żołnierz w polu taszczy ze sobą trzydzieści kilogramów ekwipunku. Najgorsze są pasy amunicyjne i broń, bo trzeba je mieć w stanie ciągłej gotowości. A to znaczy, przesuwać na ramieniu z pozycji spoczynkowej w pozycje gotowości, paręset razy na dobę. A oficer dowodzący to jeszcze lornetę z dalmierzem co rusz używa i też taśmą o skórę niemiłosiernie obciera. I właśnie chyba od tego tarcia taśmami zrobił mi się wielki syf na plerach. Jak tylko deszcze ustały i ciepła pogoda się zrobiła, wojsko na ćwiczeniach bez podkoszulka biega i taśmy od karabinka służbowego i od szpeju to o gołe ciało ocierają. I jeszcze klamrę mam na taśmie od automatu tytanową, bo w razie konieczności za karabinek wspinaczkowy służy i przeszkody wertykalne przy pomocy liny pokonać pozwala i uprzęży alpinistycznej taszczyć nie potrzeba, oszczędność na wadze jest. Ta klamra właśnie w ciało najmocniej się wpija i od tego nieustannego tarcia i potu syf potężny mi sie zrobił.

    W zeszłym tygodniu mały jeszcze był, pazurem go dało radę zdrapać i spokój był na razie. Aż tu przedprzedwczoraj, gdyśmy w szabas marszobieg nocny rozpoczynali, komary i inne nocne stwory plery mi obsiadły i ręką wilgoć krwawą sobie namacałem. Kapral-konfident litościwie latarką mi na plery przyświecił i aż słowo brzydkie mu się wyrwało, gdy syfa dojrzałego zobaczył. Z latarką w gębie na szybko mi ropę wycisnął i liść babki dla ukojenia śliną przykleił.

    Ale wiele nie pomogło. Sobotnim rankiem na łaźni cuś niedobrego poczułem. W oknach szyb dawno już nie mamy, płyta USB jest wstawiona, ale na hangarach w bocznym lusterku od Dajhatsu się przeglądnąłem i coś jakby ciąża pozamaciczna na plerach mi siadła. Do felczera iść nie wypada, bo zaraz biurokracja się zrobi, Książka Interwencji Medycznych, nakaz hospitalizacji, rajwach na pół garnizonu. No to woda zimna ze szlauchu może mnie uzdrowi i gorączkę z syfa zabije, pomyślałem. I tak się podlewam właśnie na majdanie, plecka masuję palcami, gdy mnie nasza Pani Kapitanowa zobaczyła, męża w weekend wizytująca. Syf pokaźny wielkie wrażenie na niej zrobił. I od razu operację zaimprowizowała. Plery mi swą osobistą perfumą zdyzynfekowała, do dziś capi ode mnie drogerią jak od pedała z Warszawy. I syfa mi palcami pulchnymi podmasowała od spodu i wycisnęła. Z pół litra ropy krwawej bodajże na wierzch wydobyła. A potem przyatakowała po raz drugi. Bo podskórnie jeszcze syf kanały swoje miał i jak wulkan ogniska lawy w głębinach chował. Klęknąć kazała i pas skórkowy zębami przygryźć. I lakierowanymi pazury trzon syfa tak ucisnęła, że jam zawył a ona mieszaniną ropy z juchą całą strugą po okularkach słonecznych dostała. Rana od tego potężna na plerach się zrobiła i nie wiem, czy dałbym radę dzisiaj Ojczyzny czynnie bronić, gdyby nie nasza psinka garnizonowa, kundelka. Pies kulawy, brzydki i stary, z ulicy przed laty przygarnięty. Gdym tak pod pompą leżał, po operacji wycieńczony, suka wierna rany mi lizać poczęła. I z każdym lizem czuć było, że gorąc z pleców ustępuje i że zdrowotność powraca. I tak właśnie pies dobry oficera Wojska Polskiego przed biurokratycznym korowodem uratował i obronność Ojczyzny podniósł. Na apelu dziś z rańca już normalnie stawać dało rady, rana pięknie się zabliźnia. Naszą sukę i Panią Kapitanową na zawsze już we wdzięcznej pamięci zachowam.
  • @Pan podporucznik 21:29:40
    Piękne opowiadanie. Jak to dobrze, że wraz z modernizacją i biurokratyzacją armii nie zanikł zwyczaj przygarniania piesków.

    Zdrówka życzę a Pani Kapitanowa widać dobra kobieta.
  • @Ewa Rembikowska
    Jako dawny, zacięty psiarz - to ja uczyłam się mowy psiej. W tym, naturalnie, mowy ciała, co jest podstawowym warunkiem zrozumienia psów. To samo z końmi - jest cała dziedzina wiedzy o tym. Zwierzęta swoim zachowaniem wszystko nam przecież mówią. Mnie to zupełnie wystarcza :)
    [Teraz "uczę się kocic" od jakichś dwóch lat.]
    Zrozumienie konia jest warunkiem bezwzględnym i bezpieczeństwa człowieka, i komfortu psychicznego, i fizycznego zwierzęcia. A to oznacza dobrą współpracę z człowiekiem.
    Dla mnie ani pies, ani koń niekoniecznie muszą znać Platona i czytać bieżącą prasę. Co do kocic - to jeszcze nie mam zdania ;)
  • @KOSSOBOR 22:51:55
    Oczywiście. Współcześnie mowa ciała psów (koni pewnie też) jest przedmiotem rozległych badań. Na tej bazie powstała szkoła szkolenia pozytywnego.

    A nauka jest obustronna. My powinniśmy poznać mowę ciała naszych psiaków one zaś naszą.

    Natomiast XIX wiek był okresem, gdy wszystko wydawało się być możliwe.
  • @Ewa Rembikowska
    Koń moich znajomych z Kolonii Gotham bardzo przyjaźnił się z właścicielami. Gdy Olda, za którym chodził jak pies, zamiatał przed stajnią, potrafił zdjąć mu czapkę i trzymać wysoko w górze. Olda prosił go wtedy o oddanie czapki i wreszcie Gotham ciężko wzdychając wkładał mu ją do ręki. Koń który umie żartować nie może nie myśleć i rządzić się tylko popędami, jak twierdzą przeciwnicy ( rzekomej) antropomorfizacji zwierząt.

    Z przyjemnością czytam o psach. Przez nasz dom przeszły dziesiątki licząc te uratowane i oddane do adopcji.
  • @Iza 08:23:34
    Piękna historia. Też uważam, że konie myślą, psy myślą, tylko my tego często nie zauważamy.
  • @Ewa Rembikowska 11:13:59
    Ba, często swoim natrętnym działaniem nie dajemy im czasu na myślenie.

    Na nadmorskiej plaży dzieciaki były z dużym, żółtym, krótkowłosym mieszańcem. Biegały z nim po plaży, do wody, aż wymyśliły zabawę w zakopywanie psa. Do wykopanej jamy w piasku przywoływały psa i trochę go przytrzymując zasypywały po szyję.
    Kazały mu leżeć, po czym odchodziły kawałek i wołały go do nogi. Pies w końcu wyswabadzał się z piaskowej pułapki i jedynie po to, by być powtórnie zakopanym. Po drugiej takiej próbie zwróciłem uwagę dzieciakom i po namierzeniu rodziców, również im, za co zostałem ochrzaniony.
    Powiedziano mi, że pies to lubi. Chyba mieli rację, bo pies nie żywiąc urazy nadal biegał za dzieciakami.

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
  12345
6789101112
13141516171819
20212223242526
27282930   

ULUBIENI AUTORZY