Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
148 postów 1005 komentarzy

poszukiwania

Ewa Rembikowska - Spojrzenie na współczesność przez pryzmat historii mojej wielkopolskiej rodziny.

Pechowy rejs...

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

o psach na Titanicu

 A tak pięknie się wszystko zapowiadało.

 

Zaryczały syreny.  „Cała naprzód!” – maszynownia błyskawicznie wykonała rozkaz. Statek z całym impetem  oderwał się od nabrzeża. Siła maszyn  była taka, że prąd  wywołany przez trzy potężne śruby zerwał siedem stalowych łańcuchów kotwicznych stojącego przy nabrzeżu portu Southampton wielkiego parowca osobowego „New York”.
Statek ten nie miał sobie równych. Był największy, najbardziej luksusowy i najbezpieczniejszy. Pasażerowie – jak to zwykle bywa na początku podróży – oglądali wszystko z zainteresowaniem. „Titanic” pachniał nowością. Właśnie wypłynął w swój pierwszy regularny rejs na trasie Southampton – Nowy Jork. Stawiano zakłady, czy zdobędzie „Błękitną Wstęgę Atlantyku”, czy pobije rekord trasy „Mauretanii” z 1907 roku (4 dni 22 godz. 33 min).
 
Ten nowoczesny parowiec miał przyciągać najbogatszych i najbardziej wybrednych. Ekscytujące były nowinki techniczne: cztery windy, światło elektryczne, telegraf bez drutu. Pasażerowie pierwszej klasy otrzymali do dyspozycji salony, restauracje, kawiarnie, łaźnię turecką, siłownię, fryzjera, pływalnię, ciemnię fotograficzną. Pomyślano o wszystkim. Nawet o czworonożnych pupilach – ulubieńcach zamożnych i wpływowych.
 
Małe pieski pozwolono trzymać w kajutach, większe zaproszono do pomieszczenia psiarni na pokładzie F. Opiekował się nimi steward okrętowy, John Hutchison. Karmił, wyprowadzał na regularne spacery. Kapitan, widząc zainteresowanie pasażerów psimi paradami, zaplanował na 15 kwietnia wystawę czworonożnych piękności.
 

Ile było psich pasażerów, do tej pory nie wiadomo. Prawdopodobnie koło tuzina. A wśród nich:

  • pekińczyk Sun Yat Sen należący do małżeństwa Harper’ów;
  • chow-chow  podróżujący z Harry Andersonem;
  • buldog francuski Gamon de Pycombe z właścicielem  Robertem W. Danielem;
  • king charles spaniel – ulubieniec córki Williama Carter’a;
  • airedale terrier – kumpel syna Williama Carter’a;
  • suczka airedale terrier o imieniu  Kitty podróżująca z małżeństwem Astorów;
  • dog  niemiecki należący do Ann Isham;
  • szpic miniaturowy (pomeranian), z którym nie rozstawała się z Margaret Bechstein Hays;
  • drugi pomeranian należący  do Elżbiety Rotschild ze sławnej rodziny diamentowych potentatów.
Była jeszcze sunia Frou Frou (pudel miniaturka) i prawdopodobnie foxterrier, których właścicielką była Helen Bishop. We wspomnieniach i relacjach pojawiał się jeszcze nowofundland i owczarek niemiecki. Jednak trzeba pamiętać, że wspomnienia uratowanych są sprzeczne, zaś dokumentacja niekompletna.
 
Zachowały się dwa zdjęcia czworonożnego towarzystwa na „Titanicu” wykonane przez fotografa amatora panią Frank Brown. Zdjęcia i fotograf ocaleli tylko dlatego, że pani Brown wysiadła ze statku w Queenstown w Irlandii.
 
Potem zaś nadeszła noc 14 kwietnia 1912 roku.
 
Jedna z ocalałych pasażerek drugiej klasy tak ją wspominała po latach: " – Wieczorem 14 kwietnia miał się odbyć wielki bal okrętowy. Wszyscy pasażerowie byli jak najbardziej rozbawieni, chociaż temperatura zaczęła się poważnie oziębiać, a tu i ówdzie z fal oceanu wyłaniały się ostre czubki mniejszych gór lodowych. Prezydent wielkiej linii okrętowej White Star Line, który obok kapitana Smitha stał na pomoście komendanta, stwierdzał co chwilę, z zadowoleniem że „Titanic” z matematyczną ścisłością przebywa na godzinę 23 węzły, czyli że było można z całą pewnością liczyć na zdobycie tak zwanej „Niebieskiej wstęgi”, nadawanej zawsze najszybszemu okrętowi świata przepływającemu Ocean Atlantycki. W międzyczasie rozpoczął się bal. Przy dźwiękach orkiestry falowały pary w toaletach wprost przepięknych. Ze względu na to, że pani Hawriston czuła się nie dobrze i pozostała w swej kajucie, towarzyszyłam jej mężowi, z którym zagrałam partię szacha. Na kilka minut przed północą lekki wstrząs poprzewracał nam figury, które ustawiliśmy, nie przeczuwając żadnej katastrofy. Kilka minut później jeden z oficerów okrętowych zapukał do drzwi kajuty i nie otwierając ich zawołał spokojnie na korytarzu: „Zdarzyła się pewna rzecz. Kobiety i dzieci niechaj wyjdą na górne pokłady”. Ten rozkaz oczywiście wyjaśnił wszystko. Mimo to pasażerowie zachowali się względnie spokojnie. Dopiero, kiedy dwóch kapłanów z krzyżem w ręku zaczęło nawoływać pasażerów do ulżenia duszy i przygotowania się na śmierć, wybuchła straszna panika i walka. Krzyki pełne rozpaczy przeszywały powietrze. A tu i ówdzie padał strzał, to ten czy inny pasażer pozbawiał się życia. Około tuzin dzieci znalazło śmierć pod stopami zrozpaczonych pasażerów. Mnie odcięto od pracodawców, a do sukni mojej przyczepiło sie jakieś obce dziecko, które, nie pozwoliło się oderwać ode mnie, dopóki mnie bezprzytomną nie wrzucono do łodzi ratunkowej. Okropny ból przywrócił mi przytomność i pozwolił mi stwierdzić, że znajduję się w łodzi z twarzą zmasakrowaną i skrwawioną. W umyśle moim utkwiło mi kilka strasznych obrazów. – Kilku pasażerów pozostawiło bez żalu cały swój bagaż, ale zabrało swoje pieski salonowe. A jedna z kobiet ulitowała się nawet nad małą świnką, która nie wiadomo w jaki sposób, znalazła się na górnym pokładzie. Odpłynęliśmy już poważnie od tonącego olbrzyma, gdyśmy usłyszeli głos kapitana Smitha, który przy pomocy gigantycznego megafonu wydawał rozkazy: „Ludzie spełniliście swój obowiązek, teraz niech każdy dba o siebie. Zwalniam was z obowiązków”.
Po tym haśle na pokładzie pojawiać się zaczęła załoga: – I teraz dopiero ożywiło się w dolnych pokładach, inżynierowie, palacze i marynarze pomyśleli teraz dopiero o życiu własnym – chwaliła marynarzy ocalona z katastrofy. – Dzięki nieludzkim wysiłkom udało się łodziom wydostać ze sfery wpływów niebezpiecznego wiru, jaki wytworzył się w chwili, kiedy statek - olbrzym poszedł na dno morza. Po nocy strasznych męczarń, przejął nas nad ranem parowiec „Carpathia”, przywołany na pomoc nawoływaniem radiotelegrafisty, który pozostał na swoim posterunku i kabinę swoją wybrał jako mokry grób. Tak samo zresztą uczyniła cała orkiestra, która grała przez cały czas akcji ratowniczej, ażeby zagłuszyć krzyki pasażerów i jęki umierających. Fale oceanu zamknęły się nad głowami tych bohaterów na zawsze." – kończy swoje wspomnienia.
 
Według zachowanych dokumentów z katastrofy uratowały się trzy psy.
 
A które to były?
 

 

KOMENTARZE

  • Titanic nigdy nie mógl zdobyć "Błękitnej wstęgi Atlantyku"
    "Błękitną wstęgę Atlantyku" dzierżyła "RMS Mauretania". "Titanic" nie miał najmniejszej szansy na jej zdobycie. "Mauretania" byla zaprojektowana przez specjalistów z Admiralicji i miała unikatowe rozwiązania techniczne jak choćby napęd turbinowy.
    Stocznia, ktora wybudowała "Titanica" nie miała w tym względzie doświadczenia. "Titanic" był wolniejszy, ale większy i bardziej luksusowy od "Maureatanii".

    A z psami są związane zawsze wzruszające historie. Nawet wymyślono psa-legendę, który uratował ludzi w katastrofie "Titanica". Nazywał się Rigel.
    http://www.williammurdoch.net/articles_09_Murdochs_herioc_dog_Rigel.html
  • @leoparda 21:53:34
    dziękuję za fachowe uzupełnienie.
  • Titanic to raczej wyłudzenie 12 mln USD odszkodowania ...
    ... a nie pechowy rejs.

    http://www.youtube.com/watch?v=HnGEK4b1rqg
  • @
    Zespół " Lady Punk " śpiewał - " Zostawcie Titanica"
    http://www.youtube.com/watch?v=at9rE1VbzAc
  • @T-Rex 06:58:23
    Fakt.
    Przełom XIX i XX wieku z niesamowitym rozwojem techniki sprawił, że ludzie tak uwierzyli w siebie, że stracili zdrowy rozsądek.
  • @
    Niesamowite zdjęcie.
    Przyznam szczerze, że o zwierzętach na Titaniku nie wiedziałam.
    Przeżyć taką katastrofę, to jest dopiero trauma. Ciekawe, czy ocaleni wsiadali kiedykolwiek na inne statki, a jeżeli tak, czy się nie obawiali powtórki z rozrywki?
  • @leoparda 21:53:34
    Kiedy komentowałam, to w cytacie umknął mi "bal". Ktos to musiał niedokładnie przetłumaczyć. Dotyczyło to uroczystej kolacji. Na "Titanicu" nie odbywały się żadne bale :)

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
    123
45678910
11121314151617
18192021222324
252627282930 

ULUBIENI AUTORZY