Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
148 postów 1005 komentarzy

poszukiwania

Ewa Rembikowska - Spojrzenie na współczesność przez pryzmat historii mojej wielkopolskiej rodziny.

Wierzbno na niego czekało...

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

czyli o szkole w parku

Władysław Giżycki był  prawnikiem i filologiem a przede wszystkim nauczycielem.  Zesłany w latach 1905/1906 gdzieś  nad  Wiatkę, podczas I wojny znalazł się w Moskwie.  W 1915 roku objął dyrekcję  Szkoły Realnej Polskiego Komitetu Pomocy Ofiarom Wojny – placówki, która   powstała z myślą o chłopcach z rodzin ewakuowanych z ziem polskich do Rosji.
 
Wojna w końcu skończyła się. Polska odzyskała wyśnioną, wymarzoną niepodległość. Pracy przy odbudowie było na lata. Komitet podjął decyzję o przeniesieniu szkoły do Polski. Ówczesny Minister Oświaty Prauus wyraził na to zgodę . Był jeden problem – lokal. Ten musieli znaleźć sobie sami. Giżycki  rozpoczął poszukiwania. Któregoś razu wybrał się na Mokotów. Wędrował Puławską, mijał wille, potem domki letniskowe, ogrody aż dotarł do Królikarni. Cofnął się nieco i rozgarniając trawy wyższe niż on sam, wszedł na teren przylegający do parkowego pałacu. Patrzył na zwaliska domów, stajen i obór po byłym zakładzie przyrodoleczniczym oraz zarośnięte chaszczami aleje lipowe i kasztanowe.  Przedarł się do sadu owocowego. Olśniło go. Przecież zawsze marzył o tym, by założyć szkołę na świeżym powietrzu. Posesja ta nadawała się idealnie.
 
Złożył zatem wizytę  plenipotentowi i współwłaścicielowi Wierzbna księciu Pawłowi Woronieckiemu. Rozmowa była obiecująca. Właściciele byli gotowi wydzierżawić park z zabudowaniami na rok  z możliwością przedłużenia na kolejne lata.
 
Teraz pozostała odpowiedź na najtrudniejsze pytanie, jaki byłby koszt odnowienia dwóch murowanych budynków?
 
Architekt – ojciec jednego z uczniów – wycenił projekt na dwa miliony marek. Była do kwota niewyobrażalna.
Giżycki zasięgnął porady u skromniejszego przedstawiciela sztuki budowlanej. Mistrz murarski Jan Brimke wycenił odbudowę dwóch budynków na kwotę 500 000 marek. Już było lepiej, ale też poza zasięgiem możliwości. Jednak mistrz znalazł rozwiązanie.
 
Zobowiązał się do wyremontowania budynków na swój koszt. Płatności miały zostać rozłożone na raty i rozpocząć się, gdy będą już wpływy z czesnego. Jednocześnie mistrz zwrócił uwagę na drzewa owocowe, których ewentualna dzierżawa może przynieść pewne gotówkowe wpływy mogące posłużyć za zadatek do rozpoczęcia robót.
 
Pierwszego października 1920 roku odbyła się pierwsza lekcja, zaś właściciele Wierzbna umorzyli czynsz dzierżawny za trzy lata.
 
Pawilon szkolny. Tygodnik Ilustrowany Nr 35/1926
 
Po doprowadzaniu budynków do stanu używalności przyszła kolej na park, w którym urządzono boisko do piłki nożnej, place do siatkówki i koszykówki, kort tenisowy a spadzisty teren starej wiślanej skarpy posłużył jako tor saneczkowy i namiastka skoczni narciarskiej. Zimową porą parkowe łąki zamieniały się w ślizgawki.
 
Tygodnik Ilustrowany, Nr 35/1923
 
Dyrektor Giżycki uważał, że państwu, które dopiero co wybiło się na niepodległość potrzebni będą mężczyźni zdrowi fizycznie, zrównoważeni psychicznie, samodzielni, wrażliwi, a nie przytłoczeni  weltschmerz’em.  Tacy, którzy będą mniej dyskutować o subtelnościach idei filozoficznych, za to bez wahania będą działać, gdy zajdzie taka potrzeba.
 
Dlatego podczas lekcji wykorzystywano przede wszystkim eksperyment. Szkoła miała doskonale wyposażone pracownie, laboratoria, nawet salę kinową z własnym projektorem.
 
Tygodnik Ilustrowany, Nr 35/1923
 
By wzmocnić energię życiową, gdy tylko robiło się ciepło uczniowie opuszczali budynki i  odbywali lekcje wśród wspaniałej przyrody, starych drzew i śpiewu ptaków.
 
Wielką wagę Giżycki przykładał do uprawiania sportu, które miało  wyrabiać nie tylko  siłę fizyczną, ale i siłę woli i charakteru.
 
Trzecim filarem była praca. Uczniowie pochodzili z rodzin niezamożnych. Założenie było takie, żeby każdy uczeń poza świadectwem dojrzałości otrzymywał  patent czeladnika na wykonywanie jakiegoś rzemiosła. W warsztatach ślusarskim, stolarskim i introligatorskim młodzież nie tylko szkoliła się praktycznie, lecz uczyła się szanować pracę innych.
 
Tygodnik Ilustrowany, Nr 25/1923
 
Po trzech latach w szkole uczyło się 400 młodzieńców. Z dumą nosili niezwykle twarzowe granatowe rogatywki z żółtymi wypustkami oraz znakiem liścia klonu.
 
Po latach absolwenci wspominali Giżyckiego jako człowieka niezwykle serdecznego, delikatnego w obejściu, pedagoga mądrego, wroga rutyny. „Świętej pamięci dyrektor Giżycki był bardzo mądrym pedagogiem. Wiedział o tym, że chłopcy – zwłaszcza z klas gimnazjalnych – będą chodzili i popalali. Żeby nie palili po szaletach, po kątach (…) była specjalna palarnia. Ci, którzy już zupełnie nie mogli bez tego papierosa wytrzymać, oficjalnie szli do palarni. Takich pedagogów już teraz nie ma” http://ahm.1944.pl/Maciej%20%20Maria_Junosza-Dominikowski
 
Giżycki sam będąc otwarty na świat zatrudniał podobnych sobie nauczycieli.
 
Do uczniów podchodzono indywidualnie, pozwalając na rozwój zainteresowań i pasji. Choć szkoła była na wskroś realna o profilu matematyczno-przyrodniczym i nastawiona na praktyczną stronę życia, bez uszczerbku dla swej wrażliwości i talentu maturę w niej zdał  w 1923 roku Konstanty Gałczyński.
 
Władze oświatowe bacznie przyglądały się szkole, gdyż w  pewnym momencie  zaczęły po Warszawie krążyć pogłoski, że uczniowie biegają wokół kijków lub  siedzą w krzakach, niczego się nie ucząc. Pierwsze egzaminy maturalne zdało 98% uczniów.
 
Szkole po frontalnej wizytacji przyznano najwyższą kategorię „A”
 
Tygodnik Ilustrowany, Nr 21/1926
 
Po dziesięciu latach działalności placówka została rozbudowana. Powstały nowe pawilony.  W starych umieszczono szkołę powszechną. Wybudowano krytą salę gimnastyczną.
 
Szkoła rozwijała się bez przeszkód do wybuchu kolejnej wojny.
 
Po zdobyciu Warszawy, władze niemieckie stwierdziły, że taka szkoła Polakom jest niepotrzebna i ją zamknęły. Natomiast pozwoliły na uruchomienie szkoły ogrodniczej, która stała się przykrywką dla tajnego nauczania programu gimnazjalnego. Podczas Powstania Warszawskiego budynki nie przetrwały bombardowania.
Po wojnie władza ludowa nie pozwoliła na reaktywację ani gimnazjum, ani nawet szkoły ogrodniczej.  Jej osiągnięcia miały ulec zapomnieniu. Przez dawną posesję szkoły przeprowadzono ulicę Żywnego. Pod koniec lat sześćdziesiątych wybudowano osiedle mieszkaniowe oraz Technikum Energetyczne, które za patrona dostało Synów Pułku.
 
Kilka lat temu władze dzielnicy nadały  alei parkowej  imię Władysława Giżyckiego, ale tylko na planie miasta, nie turbując się nawet, by przywiesić  tabliczkę, nie mówiąc o jakiejkolwiek informacji o patronie i jego dokonaniach.

A ja, choć mieszkam na Wierzbnie od bardzo dawna i prawie codziennie przechodzę przez park byłej szkoły, o tej ciekawej placówce i jej twórcy dowiedziałam się przypadkiem, przy okazji wertowania starych roczników Tygodnika Ilustrowanego. 

 

Inne źródła: Stolica, Nr 13/1982, Stolica, Nr 19/1981, Stolica, Nr 43/1963

KOMENTARZE

  • @Ewa Rembikowska
    Wiele lat mieszkałam na Odyńca. Wierzbno był to teren spacerów z psami. Z przyjemnością przeczytałam tekst o szkole w doskonale znanym mi parku.
  • @Iza 00:33:42
    Dalej w tym parku spotykają się psiarze na spacerach. Teraz pytam, czy wiedzą, co tu było przed wojną? Nie wiedzą. Zamysł, by zamilczeć i zapomnieć udał się.
  • Piękny przykład na polskość
    I na współpracę kilku osób. Nie dla kokosów i nabicia kabzy, ale dla dobra ogółu.
  • @gallux 10:12:21
    W latach 30 do szkoły uczęszczało 800 uczniów. Dojeżdżali z całej Warszawy. Pętla tramwajowa była w parku szkolnym. Ze 3 lata temu została zlikwidowana na rzecz kolejnego apartamentowca.

    Kiedyś ludzie byli uczeni współdziałania. Wraz z korporacjami zachodnimi weszła do nas ich kultura, czyli rywalizacji na maksa, kto kogo wysiuda.
  • @Ewa Rembikowska
    Piękne wspomnienie.
    Przede wszystkim ze względu na postać utalentowanego pedagoga, który miał wizję.
    A w liceum w parku sam się uczyłem. To był piękny pałacyk i przepiękny park.
    Niestety, już nic nie pozostało. Po transformacji własność przekazano ZNP, a tam, lokalni, tępi lodziarze szybko sprzedali cudowny, historyczny teren deweloperom. Czyli nie tylko komuna nie zadbała o takie obiekty, ale też dziki kapitalizm, który nam zapanował.

    Pozdrawiam
  • @jazgdyni 11:02:51
    to co mamy od 20 lat ja bym nazwała dzikim komunizmem, lub neo-feudalizmem. Z kapitalizmu to ma tylko nazwę.

    Prawdopodobnie było w Polsce kilka/kilkanaście takich szkół i mądrych pedagogów. Szkoda tylko, że zostali skazani na zapomnienie.

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
    123
45678910
11121314151617
18192021222324
252627282930 

ULUBIENI AUTORZY