Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
148 postów 1005 komentarzy

poszukiwania

Ewa Rembikowska - Spojrzenie na współczesność przez pryzmat historii mojej wielkopolskiej rodziny.

Detektyw z mokrym noskiem…

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Początki zawsze są trudne. A potem ludzie nie wyobrażają sobie, że może być inaczej.

Jesienny wieczór 1897. Pruskie miasta kładą się do snu. Wiatr wieje, deszcz zacina. Na ulicach ciemno. Jednak nie wszyscy śpią. Dla niektórych są to idealne warunki do załatwiania szemranych interesów. Napad, kradzież, gwałt to ich codzienność. Złoczyńcy mają za nic majestat cesarstwa w osobach funkcjonariuszy policji miejskiej. Policjant samotnie patrolujący rewir wobec bandy jest bezbronny. Coraz częściej  staje się jej ofiarą. Wieczorem modli się, by rano wrócić cało do domu, do żony i dzieci. Na patrole w podwójnej obsadzie nie ma pieniędzy w budżecie. Inspektor policji Franz Friedrich Laufer z westfalskiego miasteczka Schwelm zgłasza urzędnikom magistrackim pomysł, aby policjanci odbywali patrole w towarzystwie psa. Zostaje wyśmiany. Pies? W mieście? W policji? Nie mieści się to w głowie ani urzędnikom, ani opinii publicznej. Przeważa pogląd, że miejsce psa jest na wsi, a nie w mieście, gdzie stwarzałby zbyt wielkie zagrożenie dla mieszkańców a funkcjonariusza ośmieszył.

Jednak napadów na policjantów jest coraz więcej. W końcu, po długich namowach, inspektor Laufer otrzymuje 500 marek, za które kupuje dwa dogi. Problem polega na tym, że pomysł to jedno a wiedza jak szkolić i wykorzystać psy w policji to drugie. Takiej wiedzy zwyczajnie inspektor nie ma. Do wszystkiego trzeba dojść metodą prób i błędów. Inspektor na szczęście w swoim zespole ma sierżanta, który niegdyś jako gajowy pracował z  psami przy ochronie swojego rewiru leśnego, więc eksperymentują w duecie.

Pierwsze dogi nie sprawdzają się. Laufer kupuje owczarka niemieckiego, ale zła passa trwa. Pies jest chory. Kolejnym psem jest dog niemiecki o imieniu Cezar. Dnia 1 października 1901 inspektor Laufer wysyła go na patrol uliczny z sierżantem Krone. Akurat wybucha  ogień na  ratuszu a tłum gapiów jest tak gęsty, że policjanci nie mogą utorować drogi dla straży pożarnej. Cezar wchodzi do akcji, głośnym jazgotem torując drogę ratownikom. Ludzie ustępują przed psią masą i zębami.
 
Prawdziwy przełom w spojrzeniu na psa policyjnego następuje jednak trzy lata później, gdy Cezar wraz z kolegą o imieniu Harras odnajdują mordercę-gwałciciela jedenastoletniej dziewczynki. Cezar, który udowodnił, że pies też może być detektywem zginął tragicznie w roku 1903 pod kołami kolei elektrycznej. 
 
 
Cezar ze swoim przewodnikiem (Deutsche Polizei. Zeischrift der Gewerkschaft der Polizei, Nr 8/2007, s. 7)
 
Jednak z każdym rokiem przybywało mu godnych następców. Dziennik Poznański w numerze 224 z 1909 roku donosił, że władze pruskie zorganizują ośmiotygodniowy kurs dla żandarmów, tak by nie tylko policja miejska, ale i wiejska mogła posługiwać się psami.
Imiona niektórych psich detektywów znamy z informacji zamieszczanych w prasie wielkopolskiej. Erika i  Frick z Berlina, Gryf ze Strzelna, Lux ze Śremu, Flock z Jarocina, Hans z Kłecka, Luks z Poznania, Lord z Grodziska. Ich nosy badały sprawy przeróżne.
 
 
Na duchy i złodziei
W Inowrocławiu  straszyło w pewnym domu przy ulicy Kolejowej. Drzwi zamykane na klucz ktoś niewidzialny otwierał, znikały rzeczy, ale odnajdywały się potem w innych miejscach. Wszystko to działo się pod nieobecność mieszkańców. Strach wreszcie ośmielił się tak, że wrzucił trzewik do pokoju służących. Sprowadzony tutejszy pies policyjny wskazał stracha w osobie 15 letniej pokojówki. Dziewczynka początkowo zapierała się, ale w końcu przyznała się do psoty.
 
W Śremie umiejętnościami węchowymi popisywał się pies Lux. Pewnemu właścicielowi dóbr zaginął portfel z kwotą 1000 marek. Wydawało mu się, że zgubił go po drodze od handlu zbożowego przy ulicy Dworcowej do swego mieszkania przy Dolskiej. Lux obwąchał rzeczy tegoż właściciela, po czym pobiegł ulicą Dworcową na ulicę Dworską do mieszkania poszkodowanego. Gdy mu otworzono, przeszukał kilka pokoi i znalazł portfel pomiędzy stosami książek. Roztargniony właściciel portfela był psu bardzo wdzięczny.
 
Najwięcej jednak psy pracowały przy sprawach związanych z kradzieżami. W wielkopolskim Kościanie któregoś sobotniego poranka 1912 roku na polu cukrowni odbyły się ćwiczenia żandarmów z całego powiatu. Przyjechał również powiatowy pies policyjny z Czempinia. Na życzenie dyrektora cukrowni puszczono psa w celu wytropienia tych, co to nie sieją zboża, a chcieliby z niego korzystać, nieco zbyt gorliwie chodząc na tzw. „kłoski”. Pies wnet też wpadł na ślad, za którym idąc, policjanci znaleźli w kilku domach przy ulicy Wielichowskiej znaczne zapasy żyta i jęczmienia, pochodzące z pól cukrowni.
 
 
Zagubieni na chwilę i na zawsze
Gdy w Skwierzynie w 1914 roku oddalił się od domu 3,5 letni synek tutejszego murarza i pomimo starań nie można go było znaleźć, poproszono o pomoc policjanta z psem. Pies obwąchawszy czapkę dziecka pobiegł daleko za miasto i rzeczywiście w kartoflach nad Wartą leżał chłopczyna w głębokim śnie. Ratunek przyszedł na czas.
 
Niektóre psy policyjne same przejawiały inicjatywę. W Krotoszynie pewnej soboty 1911 roku pies wachmistrza policyjnego spacerując ze swym panem po ulicy nagle rzucił się na przechodzącego człowieka, który na plecach niósł paczkę.  Po rewizji okazało się, że człowiek ów właśnie nielegalnie zastrzelił  w lesie sarnę.
 
 
Morderstwa
Najwięcej emocji budziły jednak zawsze sprawy o morderstwo. Tu celował doberman Luks należący do 21 letniego wiedeńskiego studenta Jerzego Seberta. Pierwszy raz został Luks wezwany do wypadku 3 stycznia 1912 roku. We wsi Sitzendorf w Dolnej Austrii znaleziono zamordowanego wieśniaka Gartnera. Pod zarzutem zbrodni aresztowano 14 osób. Pogoda była fatalna. Kiedy Siebert z psem przybył do wspomnianej wsi zebrali się wszyscy mieszkańcy i szli za nim krok w krok. Ślad zbrodniarza ciągle się urywał a ciągnął się na wielkiej przestrzeni. Pies węsząc, wyszedł z domu, gdzie popełniono zbrodnię, skierował się ku granicy wsi, obszedł całą wieś naokoło, wrócił znowu do wsi i zaczął chodzić zygzakiem. Szedł powoli, cierpliwie, ostrożnie aż doszedł do domu 24 letniego wieśniaka Hamerschlaga, jednego z tych, którzy pod zarzutem zbrodni siedzieli w więzieniu. Kiedy podejrzanemu opowiedziano co robił po zbrodni i określono dokładnie drogę, którą przebył ten myśląc, że ktoś go widział, przyznał się do ohydnego czynu.
 
Potem, przy każdej większej zbrodni, morderstwie, włamaniu policja i żandarmeria stale wzywały Seberta i jego podopiecznego, który zawsze wykrywał zbrodniarza, choć nieraz musiał pracować 6, 8 a nawet 10 godzin aż do zupełnego wyczerpania. W ciągu roku 1912 Luks wytropił 71 sprawców.
 
A w Warszawie?
 
 
 
 
 
 

KOMENTARZE

  • @Ewa Rembikowska
    To tylko dwa wieki pracy policyjnej?

    Wydawałoby się, że znacznie dłużej.


    Pozdrawiam
  • @jazgdyni 11:40:00
    Mniej. 100 lat z kawałkiem.
  • @Ewa Rembikowska 12:02:07
    W latach 70tych, najefektywniejszym tropicielem, przywożonym do jednostek wojskowych, w których popełniono zbrodnie był... RATLEREK.
  • @KOSSOBOR 16:12:34
    O ciekawa historia. Czy wiesz, jak ujawniły się jego zdolności w tym kierunku i czy był jakoś potem szkolony?

    Małe pieski mają dobre nosy, ale nie wytrącą bandycie pistoletu z ręku, ani nie obalą go na ziemię.
  • @Ewa Rembikowska 20:40:38
    To była opowieść wysokiego oficera lotnictwa - w jednostce dokonano zbrodni i z Wwy przyjechała ekipa śledcza. Owczarek się nie sprawdził w tej sprawie /pogubił się/ i ponownie przywieziono psa, asa nad asami - owego ratlerka. Zaprowadził śledczych jak po sznureczku do mordercy.
  • @KOSSOBOR 20:48:12
    Faktycznie as nad asy. Musiał być po linii wojskowej. Policja zdaje mi się nie ma prawa wejścia do jednostek.
  • @Ewa Rembikowska 21:39:57
    Zapewne. to była bardzo poważna sprawa.

    Może majora mu - ratlerkowi - dali w nagrodę? :) No i to bardzo tani sledczy. Dogi sa znaczenie kosztowniejszymi śledczymi, zwłaszcza co do furażu.

    Ewa, jajcarsko jest podpisane zdjęcie w Twojej notce: Cezar ze swoim psem :)))))))))))))))))))))))))
  • @KOSSOBOR 18:26:11
    No, pies z psem. Dzięki, już poprawiam. Co to znaczy podświadomość.

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
    123
45678910
11121314151617
18192021222324
252627282930 

ULUBIENI AUTORZY