Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
148 postów 1005 komentarzy

poszukiwania

Ewa Rembikowska - Spojrzenie na współczesność przez pryzmat historii mojej wielkopolskiej rodziny.

Pies z miną...

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Pomysłowość wojskowych w zakresie poszukiwania nowych środków bojowych nie zna granic. Podczas II wojny światowej Sowieci postanowili użyć psy w roli nośników min.

 Starożytni Rzymianie podczas wojny do przenoszenia wiadomości zatrudniali psy. Posłańcowi dawano połknąć w kawałku mięsa zawinięty list i wysyłano w drogę do strażnicy, którą dobrze znał z okresu tresury. Gdy dotarł – by wydobyć korespondencję – zabijano wierne zwierzę. 

Cóż! Cywilizacja starożytnego Rzymu wyrosła na krwi ludzi i zwierząt, więc taka skrajna postać utylitaryzmu specjalnie nie dziwi. Minęły lata, przeszły wieki, komuniści obalili carat. Nowa władza radziecka podeszła do hodowli i wykorzystania psów pryncypialnie. Powołała do tego celu organizację społeczną (lecz znajdującą się pod absolutną kontrolą rządu) o wdzięcznej nazwie Osoaviahima. Ta zaś wytyczyła główne kierunki działania:
 
„W miastach miłośnicy psów trzymają je przeważnie dla przepędzenia czasu, może także do polowania, lecz istotnie poważnej pracy z nimi się nie wykonywa. Główną robotę zatem podjąć muszą miejscowe organizacje państwowe. Należy pozyskać szerokie masy narodu dla hodowli psów. Muszą one stać się gospodarczym zwierzęciem domowym, pilnować mieszkań, spichrzy, lasów oraz służyć obronie krajowej na wojnie jako roznosiciele listów, sanitariusze, nosiciele nabojów itd. Dotychczasowe zakłady hodowli i tresury psów będą rozszerzone i pomnożone. Specjaliści obejmą tresurę do różnych celów. Działalność miłośników będzie chętnie widziana, o ile poddadzą się  wytycznym specjalistów. Stosowanie się hodowli do mody będzie usunięte; ustanie też jednostronne układanie doberman pinczerów i  psów owczarskich, jako psów modnej elegancji. Starać się również trzeba o uniezależnienie się od zagranicy. Rasy krajowe powinny mieć pierwszeństwo na wszystkich wystawach i próbach polowych. (…) W czasie pokoju pies winien służyć gospodarce ogólnej, a podczas wojny być oddany armii.”1/
 
Niebawem działacze Osoaviahima mogli się wykazać. W związku z dotkliwym brakiem skór w całym Związku Radzieckim w roku 1929 przy władzach miejskich powołano komórki do ich pozyskiwania. Wyłapano wszystkie psy bezpańskie oraz zrobiono porządek z psami pokojowymi i luksusowymi, czyli z rewolucyjnego punktu widzenia – nieprzydatnymi dla państwa.
 
W tym samym czasie pod  Moskwą utworzono Centralną  Szkołę Tresury Psów Wojskowych oraz jej agendy terenowe w ważniejszych miastach. Szkoła prowadziła badania i tresurę w różnych kierunkach. Na początku 1941 roku posiadała możliwość przygotowania psów do jedenastu rodzajów służb: wartowniczej, łączności, dochodzeniowej, sanitarnej, patrolowej, dywersyjnej, rozpoznania chemicznego, odszukiwania i aportu zrzutów samolotowych, zaprzęgowej, wykrywania min oraz służby przeciwpancernej.
 
Pomysł, by wykorzystać psy do niszczenia czołgów pojawił się w roku 1930. Wymyślano i testowano różnorodne techniki oraz taktyki. W roku 1941 powołano jednostki specjalne (spec-służba) przeznaczone do zwalczania czołgów przeciwnika. Każdy oddział składał się z czterech kompanii ze 126 psami w każdej kompanii; w każdym oddziale specjalnym znajdowały się 504 psy. Podczas II wojny światowej w armii radzieckiej sformowano dwa pułki psów specjalnego przeznaczenia i 168 niezależnych oddziałów, batalionów, kompanii i plutonów.
 
Naoczny obserwator, korespondent wojenny Curzio Malaparte, tak opisuje swoje spotkanie z psami przeciwpancernymi: „Pewnego ranka znalazłem się na artyleryjskim punkcie obserwacyjnym, żeby z bliska obserwować atak niemieckiej dywizji pancernej. Formacja ciężkich czołgów czekała pod osłoną lasu na rozkaz rozpoczęcia ataku. Ranek był pogodny i mroźny, pola lśniły szronem, lasy słoneczników wydawały się czarne i żółte w promieniach wschodzącego słońca (…) i nagle zobaczyłem kolumnę czołgów, która wyłoniła się z lasu i utworzyła na równinie szeroko rozwarty wachlarz.
 
Na krótko przed rozpoczęciem ataku przybył na punkt obserwacyjny generał von Schobert. Badał wzrokiem pole bitwy i uśmiechał się. (…) Czołgi, za którymi szły oddziały szturmowe, zapuściły się już daleko w opustoszałą równinę. Po początkowej strzelaninie głęboka cisza zapadła nad rozległą przestrzenią ściernisk ściętych pierwszym jesiennym mrozem. Wydawało się, że Rosjanie opuścili pole bitwy i wycofali się za rzekę. Roje jakichś dużych ptaków zrywały się z kęp akacji, nad łąkami unosiło się świergocząc mnóstwo małych szarych ptaszków podobnych do wróbli; ich skrzydełka lśniły w promieniach wschodzącego słońca; z bagniska poderwały się dwie dzikie kaczki i powoli powiosłowały w powietrzu skrzydłami. Nagle z odległego lasu wychynęło kilka drobnych czarnych punktów, po chwili było ich więcej i jeszcze więcej, poruszały się szybko, to znikały w zaroślach, to ukazywały się, bliżej, pędziły wprost na niemieckie pancery.
 
– Die Hunde! Die Hunde! Psy! Psy! – krzyczeli dokoła nas żołnierze głosami nabrzmiałymi przerażeniem. Wiatr niósł wesołe, dzikie ujadanie, głosy sfory goniącej lisa.
 
Na widok psów pancery zaczęły pędzić zygzakiem, strzelając wściekle. Oddziały szturmowe zatrzymały się najpierw z wahaniem, a potem rozproszyły się, ludzie rzucili się do ucieczki ogarnięci widoczną paniką. Grzechot karabinów maszynowych rozlegał się czysto i lekko jak pobrzękiwanie szkła. Ujadanie sfory wgryzało się we wściekły warkot motorów, raz po raz rozlegał się słaby krzyk przyduszony wiatrem i zmieszany z szelestem traw:
– Die Hunde! Die Hunde!
 
Nagle dał się słyszeć głuchy huk eksplozji, po nim drugi, trzeci; dwa- trzy -pięć pancerów wyleciało w powietrze, stalowe płyty zalśniły w wysokich fontannach ziemi.
– Ach, psy! – powiedział generał von Schobert przesuwając dłonią po twarzy”.
 
Przed atakiem
http://nnm.ru/blogs/bog-danya/chetveronogie-boycy-v-gody-velikoy-otechestvennoy-voyny/
 
Każde urządzenie, każda broń ma swój słaby punkt. W czołgu jest to podwozie z podczepionymi zbiornikami paliwa. Detonacja materiału wybuchowego pod czołgiem doprowadza do całkowitego zniszczenia pojazdu, zaś wylatujące w powietrze jego części mogą uszkodzić czołgi znajdujące się obok oraz zranić (zabić) żołnierzy piechoty. Materiał wybuchowy pod czołg miał wnosić pies.
 
Uczono je w ten sposób: psy najpierw były głodzone. Po trzech dniach miskę z żarciem stawiano pod czołgiem, tak by skojarzyły, że tylko tam jest dostępne jedzenie. Kolejnym etapem było przyzwyczajenie zwierzęcia do wchodzenia pod pojazd przy pracującym silniku. Następnie dodawano efekty dźwiękowe, czyli przyzwyczajano psy do kanonad oraz do chodzenia w specjalnej uprzęży z obciążeniem.
 
Na polu bitwy pies wchodził pod czołg, antena przymocowana do „ubranka” łamała się i włączała zapalnik, który detonując materiał wybuchowy, wysadzał  pojazd gąsienicowy wraz z czworonożnym tragarzem. W 1942 roku wcielono do służby przeciwpancernej 783 absolwentów podmoskiewskiej szkoły. 
 
Jaka była ich "efektywność"?  Zapraszam pod link
 
1/ Łowiec Polski, nr  42/1929
2 /Malaparte, Curzio: „Kaputt”,  Czytelnik, Warszawa 1983,   s.150-151
 
Ilustracja .Б.Глиер:Твойдруг (Сборникпособаководству,1973г.), s 38
 

KOMENTARZE

  • @Ewa Rembikowska
    Witaj

    Czytałem "Kaputt" i pamiętam te różne okropności wojny,

    Dla mnie, takie szkolenie psów - samobójców było bestialstwem.
    No cóż, mamy tutaj do czynienia z zupełnie inną cywilizacją

    Pozdrawiam

    Ps. Byłem w Korei to wiem, jak można psy traktować.
  • @jazgdyni 20:43:16
    Podobno jednak pierwsi byli Belgowie. Wykorzystali swoje owczarki belgijskie (odmiany Groenendael) do przenoszenia ładunków wybuchowych w kampanii 1940 roku. Stracili prawie wszystkie.

    Bestialstwo absolutne. Jednak czym innym jest wykorzystanie psa jako żołnierza w służbie sanitarnej, zwiadowczej, zaopatrzeniowej, czy meldunkowej a czym innym wykorzystanie psa jako broni. Coś takiego mógł wymyślić tylko chory umysł lub zdemoralizowany do cna.
  • @Ewa Rembikowska 21:01:36
    O, to chyba już Rzymianie mieli oddziały psów bojowych. Nie wiem, co to za rasa była, ale gdzieś słyszałem, ze to były dogi niemieckie,
  • @jazgdyni 20:43:16
    //Dla mnie, takie szkolenie psów - samobójców było bestialstwem.
    No cóż, mamy tutaj do czynienia z zupełnie inną cywilizacją//

    Tak , z zupełnie inną cywilizacją, podiobną do cywilizacji USraela, który posiada dwa dywizjony delfinów-samobójców z takimi samymi minami.

    Prostytutka ich mać !
  • @jazgdyni 21:19:56
    Rzymianie mieli oddziały psów bojowych, elegancko ubranych w pancerze. Psy te pojawiły się w Rzymie po zdobyciu Bretanii. Były protoplastami dzisiejszego mastifa.
  • @Ptasznik z Trotylu 21:50:21
    Spośród ludów starożytnych jedynie u Izraelitów pies nie cieszył się nigdy specjalnymi względami.

    A czy armia USA też przypadkiem nie dysponuje oddziałami delfinów-samobójców?
  • @ autor
    Rosjanie szybko zrezygnowali z psów jako niszczycieli czołgów. Psy bały się czołgów w ruchu. Te same psy zostały jednak wykorzystywane do ewakuacji rannych z pola walki i to robiły doskonale.
  • @Ewa Rembikowska 22:06:05
    //A czy armia USA też przypadkiem nie dysponuje oddziałami delfinów-samobójców?//

    Właśnie o tej armii (a właściwie Marynarce Wojennej) napisałem.
    USrael = Terytorium Zamorskie Izraela (dawniej USA).

    Nie ufam ludziom którzy nie lubią psów.
    To przeważnie sk-syny albo drugie pokolenie po przechrzczeniu (dopiero trzecie pokolenie nie boi się psa).
  • @swordfish 22:35:22
    Psy nie generalizują zachowań. Czołgi niemieckie inaczej warczały, inaczej pachniały, gdyż miały silniki benzynowe, a nie na olej napędowy, miały też nieco inny kształt. W warunkach prawdziwej bitwy – jej hałasu i zamieszania – psy się dekoncentrowały i po prostu bały.

    Psy te nie nie nadawały się do ewakuacji rannych, gdyż do tego niecnego celu wybierano osobniki niewielkie o bardzo reaktywnym temperamencie, czyli wariatuńcie.

    Do służby sanitarnej wybierano psy spokojne, zrównoważone, silne. Musiały uciągnąć wózek lub sanie z rannymi.
  • @Ptasznik z Trotylu 22:37:31
    jasne
  • Psy ratowały życie żołnierzom
    Po II Wojnie Światowej Amerykanie tresowali orki dla przenoszenia ładunków niszczących łodzie podwodne przeciwnika.

    Tresowane były przez nich też gołębie w celu naprowadzania pocisków na cel. Gołąb w pocisku dziobał w ekranik radarowy w punkt w którym na nim był widoczny wraży cel. Urządzenie na podstawie odchylenia punktu dziobnięcia od środka ekranu odpowiednio przestawiało stery pocisku rakietowego.
  • @Almanzor 04:53:03
    Podobne eksperymenty prowadzili w latach 30 także Rosjanie na gołębiach. Miały być wypuszczane z samolotów. Gołąb uzbrojony był w 150 g bombę termitową z zapalnikiem reagującym po 20 s od wylądowania. Ptaki szkolono tak, by siadały na cysternach, ciężarówkach, wagonach kolejowych.
  • @Ewa Rembikowska 06:44:39
    Gorzej jak zaczną używać tresowane bakterie i wirusy
    :|
  • @Ewa Rembikowska 22:57:18
    Małe pieski do niszczenia czołgów się nie nadawały. Pies niszczyciel czołgu musiał przecież dźwigać ciężar kilku kilogramów materiału wybuchowego.
    Mały piesek by temu nie podołał. Siłą rzeczy wytresowane psy stały się sanitariuszami.

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
  12345
6789101112
13141516171819
20212223242526
27282930   

ULUBIENI AUTORZY